środa, 29 kwietnia 2020

ZONA Sekret Czarnobyla - kolejne podejście

Biegła ile sił w nogach ścigana przez coraz głośniejsze bicie łopat wirnika śmigłowca wojskowego. Biegła jak wtedy, gdy goniły ją te szumowiny bandyci, te dwa sprośne bydlaki z Wysypiska. Natknęła się na nich przypadkiem, nie było czasu na ukrycie, a oni, jak to sprośne bydlaki, od razu do niej - choć maleńka, ogrzejesz się z nami, w Zonie samemu źle, jak będziesz grzeczna, to cię obronimy, jak będziesz niegrzeczna to cię nauczymy dyscypliny. Chodź chodź… Uśmiechnęła się tylko na te słowa, a potem wymierzyła potężnego kopa w krocze największemu, który stał przed nią i rzuciła się do ucieczki. Najchętniej przykopałaby mu w ten uśmiechnięty sprośny ryj, ale był za wysoki, więc biegła ile sił w nogach. Ten drugi gonił ją, ale na szczęście krótko, bał się oddalić od dużego. A teraz furkot łopat był tak głośny, że miała wrażenie, że śmigłowiec leci nad jej głową. Nie zważała na to, po kilkunastu metrach skręciła miedzy jakieś budynki i biegła dalej, wierząc, że uda jej się uciec, jak wtedy, gdy w tajnym obiekcie gonili ją obłąkani naukowcy o pustych oczach. Ich przerażające wycie, charkot, warczenie i rzężenie niosły się za nią daleko w głąb Zony, gdy bezpieczna, o ironio jak to naiwnie w Zonie brzmi, szła do drugiego tajnego obiektu. Biegła ile sił w nogach, jak wtedy, gdy ranna uciekała z tego obiektu goniona przez żołdaków. Gonili ją długo, jak to żołdacy, na szczęście stado mutantów uznało ich za łakomy kąsek i rzuciło się na nich. Więc, gdy oni walczyli o życie, ona przedzierała się do Elektrowni skąd prowadziło wejście do skarbu. Wiedziała o tym z dokumentów, które ukradła w obu tajnych obiektach. Skarb, przeklęty skarb, wiedziała, że taki jest, ale tylko on mógł uratować najbliższą jej na tym podłym świecie osobę. Więc biegła, choć zmęczenie i piekło ostatnich dni w Zonie ostro dawały się jej we znaki. Biegła, choć niezagojone i jako tako byle czym opatrzone rany otwierały się barwiąc czerwienią jej ubranie. Znowu skręciła i zobaczyła cel, drzwi do sarkofagu! Zono, łaskawa Zono wielkie dzięki ci za to, że są otwarte!!! Ostanie metry, jeszcze trochę, wytrzymaj! wytrzymaj!!! wbiega do zagraconego pomieszczenia i upada bez sił na ziemię. Udało się! Zono łaskawa, udało się!!! Wielkie dzięki… Nawet nie wiedziała co rozerwało na strzępy jej ciało. Coś świsnęło coś błysnęło i rozleciało się w huku i dymie po całym pomieszczeniu. Asortyment uzbrojenia w Mi-24 jest bogaty. Nie wiadomo, czy strzelali do niej z działka, czy posłali rakietę. Wiadomo tylko, że umarła na progu poznania największej tajemnicy Zony.

Przy ognisku zaległa cisza, którą po dłuższej chwili przerwał jeden z siedzących szperaczy:
- Chrzanić to! Sasza jeszcze jedna ponura historia a tak ci przywalę, że pożałujesz, żeś nie wpadł do tej anomalii cośmy ją ledwo ominęli! Jeszcze jedna, ty ponura szujo!

tekst: Zbigniew Tomecki

#grajwplanszówki#ZONA#REBEL#Stalker#SekretCzarnobyla

Zniechęcenie – tak w skrócie można opisać nasze ostatnie trzy zmagania w Zonie. Przedwczoraj rozegraliśmy dwa podejścia, wczoraj jedno. Graliśmy kobietami: Poszukiwaczką i Naukowczynią, na twardych zasadach stosując tylko jeden home rules. Jako, że gra budzi w nas olbrzymie emocje i czasami te emocje, w dość niecenzuralny sposób wyrywają się nam z ust, wprowadziliśmy home rules, w którym za każdy twardy epitet postać klnącego dostaje ranę :-) Znacząco wpłynęło to na poprawę naszego języka, za to zaczynamy się bać owrzodzenia żołądka (z powodu mielenia w ustach bezgłośnych przekleństw). Pierwsza partia z wczoraj skończyła się naszą śmiercią w 7 i 8 turze. W drugiej partii kości stały się dla Zbyszka łaskawe, natomiast mi tak bardzo nie szło, że gdy moja Poszukiwaczka umarła drugi raz totalnie się zniechęciłam do dalszej gry. Zawód i rozgoryczenie były tak wielkie, że chciałam rzucić tę grę w diabły. Nie chciałam Zbyszkowi psuć wyścigu, tym bardziej, że naprawdę mu szło świetnie, a do tego odezwał się we mnie charakter przodków, zagryzłam więc wargi i trzeci raz się odradzając, tą samą postacią ruszyłam do wyścigu do Sarkofagu. Zbyszka Naukowczyni ostro wymiatała, nawet gdy złapała dwa urazy, była w stanie je wyleczyć mając świetny artefakt i sporo gotówki. Do Sarkofagu Naukowczyni ruszyła z dwoma obrażeniami, mając w ekwipunku kałacha, flintę, dwa fajne artefakty i trochę rupiecia. Zbyszek wyklinał na żenująco niski wskaźnik woli, ale liczył na łaskę Zony. Szło mu dobrze do wejścia na teren Oka Moskwy. Na dzień dobry pierwsza utrata rupieci a potem spotkanie z anomalią i komplet obrażeń, więc strata rupiecia i obrażenia. W Elektrowni złapał kolejne obrażenia, ale wszedł do Sarkofagu. Moja Poszukiwaczka bez większego zagazowania z mojej strony ruszyła do tajnych obiektów i… zdobyła wymagane tajemnice. Nagle dostrzegłam swoją szansę, bo testy w Sarkofagu masakrowały Naukowczynię, więc ruszyłam na Sarkofag. Trzeci test zabił Naukowczynię, niestety mnie złapała emisja na otwartym terenie zadając komplet obrażeń i kończąc męki. Zbyszek był usatysfakcjonowany z przebiegu gry, ja najchętniej bym ją rozniosła, ale jest bardzo fajna, więc tylko „trochę” poklęłam.
Wczoraj graliśmy raz, za to nastrój odwrócił się o 180°. Gdy moja Poszukiwaczka wymiatała z planszy anomalie i mutanty, Naukowczyni Zbyszka paćkała test za testem. Początek był dla niego obiecujący, raz dwa uzbierał odpowiednie środki i ekwipunek, potem wystartował do tajnego obiektu, gdzie koszt wejścia to 1000 rubli. Koszt zapłacony, test i… + rana za epitet, bo przeklęty wskaźnik woli! Komplet ran + obiekt ponownie zamknięty. Nic to, Naukowczyni ma jeszcze dwa artefakty, fajne, mogłyby się przydać, ale potrzebna tajemnica, więc sprzedaje, 1000 rubli na otwarcie (łącznie 2000) i testy zakończone totalną klapą. To złamało Naukowczynię, która zaczęła przegrywać nawet w prostych testach, co złamało i zniechęciło do gry Zbyszka. Umarł 5 razy! 5 razy! Jego zniechęcenie osiągnęło maksimum, nie zważał nawet na to, że po kolejnym przegranym teście woli dostał komplet ran + 3 rany za wulgaryzmy. Za to moja Poszukiwczka szła jak burza! Pierwsze poważne rany złapałam w Prypeci, ale byłam dobrze przygotowana i zdeterminowana po wczorajszych batach. Kolejne testy, forsowanie, niwelowanie i… efekt – pierwsza wygrana na twardych zasadach!!! Ta gra jest wspaniała!!! Trudno opisać radość, jaką daje taki sukces :-) Za to Zbyszek… uwierzcie widziałam ile wysiłku wkładał, by delikatnie i bez uszkodzeń uprzątnąć grę. By nie wrzeszczeć na balkonie i wyklinać światu… Życie, raz mrok raz słońce. 













 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz