środa, 29 kwietnia 2020

ZONA Sekret Czarnobyla - kolejne podejście

Biegła ile sił w nogach ścigana przez coraz głośniejsze bicie łopat wirnika śmigłowca wojskowego. Biegła jak wtedy, gdy goniły ją te szumowiny bandyci, te dwa sprośne bydlaki z Wysypiska. Natknęła się na nich przypadkiem, nie było czasu na ukrycie, a oni, jak to sprośne bydlaki, od razu do niej - choć maleńka, ogrzejesz się z nami, w Zonie samemu źle, jak będziesz grzeczna, to cię obronimy, jak będziesz niegrzeczna to cię nauczymy dyscypliny. Chodź chodź… Uśmiechnęła się tylko na te słowa, a potem wymierzyła potężnego kopa w krocze największemu, który stał przed nią i rzuciła się do ucieczki. Najchętniej przykopałaby mu w ten uśmiechnięty sprośny ryj, ale był za wysoki, więc biegła ile sił w nogach. Ten drugi gonił ją, ale na szczęście krótko, bał się oddalić od dużego. A teraz furkot łopat był tak głośny, że miała wrażenie, że śmigłowiec leci nad jej głową. Nie zważała na to, po kilkunastu metrach skręciła miedzy jakieś budynki i biegła dalej, wierząc, że uda jej się uciec, jak wtedy, gdy w tajnym obiekcie gonili ją obłąkani naukowcy o pustych oczach. Ich przerażające wycie, charkot, warczenie i rzężenie niosły się za nią daleko w głąb Zony, gdy bezpieczna, o ironio jak to naiwnie w Zonie brzmi, szła do drugiego tajnego obiektu. Biegła ile sił w nogach, jak wtedy, gdy ranna uciekała z tego obiektu goniona przez żołdaków. Gonili ją długo, jak to żołdacy, na szczęście stado mutantów uznało ich za łakomy kąsek i rzuciło się na nich. Więc, gdy oni walczyli o życie, ona przedzierała się do Elektrowni skąd prowadziło wejście do skarbu. Wiedziała o tym z dokumentów, które ukradła w obu tajnych obiektach. Skarb, przeklęty skarb, wiedziała, że taki jest, ale tylko on mógł uratować najbliższą jej na tym podłym świecie osobę. Więc biegła, choć zmęczenie i piekło ostatnich dni w Zonie ostro dawały się jej we znaki. Biegła, choć niezagojone i jako tako byle czym opatrzone rany otwierały się barwiąc czerwienią jej ubranie. Znowu skręciła i zobaczyła cel, drzwi do sarkofagu! Zono, łaskawa Zono wielkie dzięki ci za to, że są otwarte!!! Ostanie metry, jeszcze trochę, wytrzymaj! wytrzymaj!!! wbiega do zagraconego pomieszczenia i upada bez sił na ziemię. Udało się! Zono łaskawa, udało się!!! Wielkie dzięki… Nawet nie wiedziała co rozerwało na strzępy jej ciało. Coś świsnęło coś błysnęło i rozleciało się w huku i dymie po całym pomieszczeniu. Asortyment uzbrojenia w Mi-24 jest bogaty. Nie wiadomo, czy strzelali do niej z działka, czy posłali rakietę. Wiadomo tylko, że umarła na progu poznania największej tajemnicy Zony.

Przy ognisku zaległa cisza, którą po dłuższej chwili przerwał jeden z siedzących szperaczy:
- Chrzanić to! Sasza jeszcze jedna ponura historia a tak ci przywalę, że pożałujesz, żeś nie wpadł do tej anomalii cośmy ją ledwo ominęli! Jeszcze jedna, ty ponura szujo!

tekst: Zbigniew Tomecki

#grajwplanszówki#ZONA#REBEL#Stalker#SekretCzarnobyla

Zniechęcenie – tak w skrócie można opisać nasze ostatnie trzy zmagania w Zonie. Przedwczoraj rozegraliśmy dwa podejścia, wczoraj jedno. Graliśmy kobietami: Poszukiwaczką i Naukowczynią, na twardych zasadach stosując tylko jeden home rules. Jako, że gra budzi w nas olbrzymie emocje i czasami te emocje, w dość niecenzuralny sposób wyrywają się nam z ust, wprowadziliśmy home rules, w którym za każdy twardy epitet postać klnącego dostaje ranę :-) Znacząco wpłynęło to na poprawę naszego języka, za to zaczynamy się bać owrzodzenia żołądka (z powodu mielenia w ustach bezgłośnych przekleństw). Pierwsza partia z wczoraj skończyła się naszą śmiercią w 7 i 8 turze. W drugiej partii kości stały się dla Zbyszka łaskawe, natomiast mi tak bardzo nie szło, że gdy moja Poszukiwaczka umarła drugi raz totalnie się zniechęciłam do dalszej gry. Zawód i rozgoryczenie były tak wielkie, że chciałam rzucić tę grę w diabły. Nie chciałam Zbyszkowi psuć wyścigu, tym bardziej, że naprawdę mu szło świetnie, a do tego odezwał się we mnie charakter przodków, zagryzłam więc wargi i trzeci raz się odradzając, tą samą postacią ruszyłam do wyścigu do Sarkofagu. Zbyszka Naukowczyni ostro wymiatała, nawet gdy złapała dwa urazy, była w stanie je wyleczyć mając świetny artefakt i sporo gotówki. Do Sarkofagu Naukowczyni ruszyła z dwoma obrażeniami, mając w ekwipunku kałacha, flintę, dwa fajne artefakty i trochę rupiecia. Zbyszek wyklinał na żenująco niski wskaźnik woli, ale liczył na łaskę Zony. Szło mu dobrze do wejścia na teren Oka Moskwy. Na dzień dobry pierwsza utrata rupieci a potem spotkanie z anomalią i komplet obrażeń, więc strata rupiecia i obrażenia. W Elektrowni złapał kolejne obrażenia, ale wszedł do Sarkofagu. Moja Poszukiwaczka bez większego zagazowania z mojej strony ruszyła do tajnych obiektów i… zdobyła wymagane tajemnice. Nagle dostrzegłam swoją szansę, bo testy w Sarkofagu masakrowały Naukowczynię, więc ruszyłam na Sarkofag. Trzeci test zabił Naukowczynię, niestety mnie złapała emisja na otwartym terenie zadając komplet obrażeń i kończąc męki. Zbyszek był usatysfakcjonowany z przebiegu gry, ja najchętniej bym ją rozniosła, ale jest bardzo fajna, więc tylko „trochę” poklęłam.
Wczoraj graliśmy raz, za to nastrój odwrócił się o 180°. Gdy moja Poszukiwaczka wymiatała z planszy anomalie i mutanty, Naukowczyni Zbyszka paćkała test za testem. Początek był dla niego obiecujący, raz dwa uzbierał odpowiednie środki i ekwipunek, potem wystartował do tajnego obiektu, gdzie koszt wejścia to 1000 rubli. Koszt zapłacony, test i… + rana za epitet, bo przeklęty wskaźnik woli! Komplet ran + obiekt ponownie zamknięty. Nic to, Naukowczyni ma jeszcze dwa artefakty, fajne, mogłyby się przydać, ale potrzebna tajemnica, więc sprzedaje, 1000 rubli na otwarcie (łącznie 2000) i testy zakończone totalną klapą. To złamało Naukowczynię, która zaczęła przegrywać nawet w prostych testach, co złamało i zniechęciło do gry Zbyszka. Umarł 5 razy! 5 razy! Jego zniechęcenie osiągnęło maksimum, nie zważał nawet na to, że po kolejnym przegranym teście woli dostał komplet ran + 3 rany za wulgaryzmy. Za to moja Poszukiwczka szła jak burza! Pierwsze poważne rany złapałam w Prypeci, ale byłam dobrze przygotowana i zdeterminowana po wczorajszych batach. Kolejne testy, forsowanie, niwelowanie i… efekt – pierwsza wygrana na twardych zasadach!!! Ta gra jest wspaniała!!! Trudno opisać radość, jaką daje taki sukces :-) Za to Zbyszek… uwierzcie widziałam ile wysiłku wkładał, by delikatnie i bez uszkodzeń uprzątnąć grę. By nie wrzeszczeć na balkonie i wyklinać światu… Życie, raz mrok raz słońce. 













 

wtorek, 28 kwietnia 2020

Wszystko przez BANANA...

Kwiecień to dla nas bardzo ważny miesiąc. Dokładnie rok temu, w kwietniu, rozpoczęliśmy naszą przygodę zarażając się nieznanymi nam wcześniej światami gier planszowych. Dokładnie rok temu odkryliśmy, że nasze pojęcie o planszówkach było żadne :-) Oczywiście, jak większość, mieliśmy wcześniej styczność z planszówkami, czy to w dzieciństwie, czy w późniejszym czasie: Chińczyk, warcaby, szachy, remik, tysiąc, wojna, blokus, tromino itd. Ale wtedy te gry traktowaliśmy jako taki przerywnik, ot coś, co na chwilę odciągało nas od innych zajęć, ciekawiło, angażowało, ale na bardzo krótko. Potem pojawiły się u nas gry komputerowe oferując tak wielkie bogactwa, które nas olśniły, że skazały gry planszowe na niebyt. Tak myśleliśmy. Na szczęście planszówkowe ziarno (jak się później okazało) zostało głęboko zasiane w naszych umysłach i przyszedł czas, kiedy zaczęło wyrastać a potem przynosić plony :-). Zdarzało nam się wcześniej kupić jakąś grę i rozegrać partyjkę lub kilka, ale robiliśmy to naprawdę bardzo sporadycznie, choć oboje uwielbiamy rywalizację i był to dla nas, mimo wszystko, dobrze spędzony czas. Jednak gry komputerowe zawładnęły nami całkowicie. No może nie całkowicie :-) bo dokładnie rok temu, w kwietniu, znalazłam w pewnym sklepie internetowym dużą promocję gier planszowych. Dlaczego w ogóle tam zajrzałam? Zawsze chciałam mieć scrabble, ale cena mnie zniechęcała, aż, nie pamiętam czy to na poczcie e-mail, czy na fb, wyskoczyła mi reklama z promocyjną ofertą, gdzie reklamowano m.in. BANANAGRAMS, takie mini a’la scrabble. Promocja była naprawdę zachęcająca, więc zaczęłam oglądać inne gry, a że ich nie znałam, zaczęłam też o nich czytać i oglądać filmiki, recenzje itd. Trwało to ponad tydzień. Zbyszek wtedy nadal błogo tkwił w świecie gier komputerowych nie wiedząc jeszcze, że właśnie zbliża się trzęsienie, które obali ich monopol. Po tygodniu analiz, wyborów, kalkulacji itp. zaczęłam namawiać Zbyszka, żeby mi pomógł w wyborze, bo w koszyku miałam kilka pozycji, a chciałam na zakupy przeznaczyć maksymalnie 200 zł. Zbyszek, dla świętego spokoju wszedł na stronę sklepu, zaczął przeglądać ofertę i… zobaczył gry, przy których mocniej zabiło mu serce. Zaczął o nich czytać, oglądać filmiki, recenzje i odkrył, że jednak świat gier planszowych ma coś, co może nam się bardzo spodobać, coś, co sprawi, że chętniej razem zasiądziemy do stołu – AMERITRASH! Szybki przegląd tytułów i szukanie jak najtańszych ofert i nagle maksymalną cenę pomnożyło nam 8 razy!
Wygląda fajnie, co myślisz? Grał/abyś? Tak, chyba tak, ale to tylko plastik i kartoniki, albo same karty, popatrz ile gier komputerowych byśmy za to kupili! Co myślisz, grał/abyś? Nie wiem, może spróbujmy, ale weźmy mniej. Ale to promocja, potem ceny będą wyższe. Dobra raz kozie śmierć! Najwyżej w najbliższym czasie nasi bliscy, przyjaciele i znajomi dostawać będą od nas na prezenty gry planszowe :-D.

30 kwietnia przyszła pierwsza paczka z zakupionymi grami. Wśród nich był Doom 2ed. Jakiś czas temu poświęciliśmy wersji komputerowej wiele emocjonujących godzin, więc wersja planszowa była dla nas testem, czy planszówki mogą nam zaoferować emocje zbliżone do tych z gier komputerowych. I okazało się, że mogą. Oj mogą :-D Świecie gier planszowych, dzięki Ci za AMERITRASH!!! Od tamtego czasu, jak tylko mamy chwilę, staramy się wspólnie zasiąść do stołu i grać. I wiecie co, czekamy na te chwile z niecierpliwością, bo to naprawdę świetnie spędzony czas :-)

A wracając do Bananasgrams to jak widzicie, ta gra stała się zaczątkiem naszej nowej pasji, miłości, która nami zawładnęła tak mocno, że nie potrafimy teraz bez planszówek żyć!!! Dlatego BANANAGRAMS dzięki Ci za to stokrotne!!!!!!!! To Twój dzień, wszystkiego naj! :-) 






 


niedziela, 26 kwietnia 2020

ZONA - Sekret Czarnobyla

W Zonie przesąd to nie kwestia wiary, w Zonie przesąd to kwestia życia lub śmierci. Zona to nie jest normalny świat, w którym wszystko działa na prostej zasadzie przyczyny i skutku. W Zonie jest tylko jedna przyczyna, Wy, którzy do niej wchodzicie, a skutki?… Ich żadna logika ani normalne prawa nie wytłumaczą. Bo Zona jest nieprzewidywalna, bardzo kapryśna i nie wiedzieć czemu, jednemu Zona daje, a drugiemu Zona zabiera. Nikt nie wie i nie pojmuje dlaczego? Dlaczego ktoś bez broni wygrywa z potężnym mutantem, a ktoś obłożony ekwipunkiem i artefaktami ginie w najsłabszej anomalii? Większość powie, szczęście, los sprzyja, albo pech i los zabija. To prawda, ale malutka. Bardzo malutka. Bo ci co znają choć troszkę Zonę wiedzą, że to Ona ma najwięcej do powiedzenia. Jeżeli Zona powie „nie”, to choćbyście zaklinali, choćbyście żebrali i błagali, choćbyście grozili, forsowali nie dacie rady. Każdy test oblejecie, każdą walkę przegracie, stracicie wszystko, bo Ona tak chce! Bo to jej świat, jej prawidła. Ale zanim wejdziecie w Zonę głębiej, Ona zawsze powie wam uczciwie – wejdźcie, czekam – albo – odejdźcie, to nie Wasz dzień. Posłuchacie, będziecie żyć, nie posłuchacie, zapłacicie najwyższą cenę. A uwierzcie, Zona wchodzi w najgłębsze zakamarki umysłu i duszy i Zona wie, co dla każdego jest „najwyższą ceną”, czego się boi. Dlatego zanim wejdziecie w Nią głębiej musicie zrozumieć, że w Zonie jest tylko jedno prawo, jej prawo! Nie ma w nim opisanych prawideł, nie ma w nim paragrafów, ani prawa do odwołania od wyroku. Albo się z tym godzicie i płacicie cenę, którą od Was zażąda, albo spada na Was kara. Dlatego jeśli losowość, przesąd, zabobon, nie podoba Wam się, boicie się tego, wyśmiewacie, odejdźcie, to nie świat dla Was!... Co się tak gapicie? Ogień przygasa, dołóżcie.

Jeden z nowicjuszy dorzuca do ogniska kilka drewienek. Wszyscy siedzą w milczeniu trawiąc słowa Dziadka. Są w Wiosce, przystani, w której czekają na świt, by ruszyć na Wielką Przygodę. Przyszli do Zony, by zostać stalkerami, by się dorobić, a niektórzy by zdobyć ogromne bogactwo Sarkofagu. Patrzą na Dziadka, którego oczy kryją ciemne okulary przeciwsłoneczne i kalkulują. Nie wiedzą, że on wie, że mu nie wierzą, że podejrzewają, że powiedział im to tylko po to, by zrezygnowali, by odeszli z powrotem do normalnego świata, bo on i jemu podobni kombinują, by odstraszyć konkurencję, by samemu bogacić się na Zonie albo zdobyć skarb Sarkofagu. Dziadek nie mówi nic więcej, oni nie mówią nic więcej. Czekają świtu, a gdy nastaje żegnają się chłodno i ruszają w głąb Zony. Dziadek wie, że już nikt więcej ich nie zobaczy. Smutno kiwa głową siedząc samotnie przy dogasającym ognisku. Los, zabobon, przesąd. Gdyby zostali dłużej zobaczyliby doświadczonego stalkera, który podchodzi do niego i daje mu mały artefakt. Gdyby zostali dłużej, mogliby zapytać, dlaczego mu dał ten artefakt, i usłyszeliby odpowiedź, że w podzięce za szczęśliwy powrót, bo Dziadek mu go przepowiedział. Gdyby zostali dłużej, a doświadczony stalker miałby ochotę, powiedziałby im też, że Dziadek to najstarszy i najbardziej doświadczony stalker, który zdobył tak wiele artefaktów i zabił tak wiele mutantów, że nazywano go Sergiej pięć szóstek. Powiedziałby im też, że pewnego dnia, o tak bez przyczyny Zona zabrała mu oczy, zabrała mu część pamięci, zabrała mu siły i uwięziła tu na wieki wieków dając pewność, że jeśli tylko opuści jej granice zeżrą go nowotwory i umrze w potwornych mękach. Dała mu też dar ostrzegania innych, to co powiedział, zawsze się spełniało. Gdyby zostali dłużej może by przeżyli… ale tylko może, bo człowiek ma taką naturę, że często odrzuca losowość, zabobon, przesąd, kieruje się tylko rozumem, matematyczną kalkulacją, wierzy, że rządzi swym życiem, kieruje losem. W Zonie tacy ludzie i to co się z nimi stało w Zonie, stają się częścią mrocznych opowieści, które stalkerzy opowiadają sobie przy ognisku…


Wczoraj i dziś rozegraliśmy łącznie 4 partie. Wszystkie na twardych zasadach bez home rules. Wszystkie skończyły się śmiercią stalkerów, którymi poruszaliśmy się w Zonie. Pierwsza partia z wczoraj zakończyła się naszą szybką śmiercią. W czwartej turze mieliśmy komplet obrażeń i urazów i oboje umarliśmy robiąc przymusowe testy z kart wydarzeń obszarów na których staliśmy. Druga partia miała już dłuższy przebieg, Zbyszka Najemnik miał sporo szczęścia i bardzo długo jechał na samych obrażeniach, natomiast moje postacie umierały jak muchy. Dopiero trzecia postać, Mistyk, realnie włączył się do wyścigu do Sarkofagu. Niestety na trzy tury przed końcem partii Zbyszka zabiły testy w Sarkofagu, natomiast moja postać umarła w Prypeci rozszarpana przez mutanty.
Dzisiaj pierwsza partia trwała 2 tury i zakończyła się naszą sromotną porażką. Zbyszek grał Naukowczynią, a ja Odmieńcem. Wszystkie testy były katastrofą, a ostatni cios zadała przedwczesna emisja windując nasze urazy do czterech i zabijając nas daleko od tajnych obiektów, a co dopiero Sarkofagu! Druga partia również zakończyła się naszą śmiercią, choć tu tanio skóry nie oddaliśmy. W tej partii szczęście przez chwilę uśmiechało się do mnie, bo gdy Zbyszek umarł dwa razy, mój Odmieniec coraz lepiej sobie radził. Zbyszkowi zaczęło iść dopiero przy trzecim odrodzeniu. Ale to nie był nasz dzień na wchodzenie do Zony, jak i wczoraj. Szczęście trwało krótko, a potem wszystko obróciło się przeciwko nam. Bilans, ja wczoraj umarłam 4 razy, Zbyszek 2, a dzisiaj ja umarłam 2 razy a Zbyszek 4. I jak tu nie wierzyć w przesądy?








piątek, 10 kwietnia 2020

Horror w Arkham lcg.

 

Ten, kto powiedział, że na istoty z innego wymiaru broń palna to za mało, gówno wie! Ta myśl trochę uspokoiła mocno rozchwiane nerwy Rolanda Banksa. Najprawdopodobniej Jenny Barnes pomyślała tak samo, bo wciąż oszołomiona podniosła się z kolan i trzęsącą ręką wyciągnęła z kabury broń, sprawdziła magazynek po czym załadowała go z powrotem do pistoletu. Ręce dalej jej się trzęsły, ale trzymając broń poczuła się pewniej. – No dobra, co teraz? – spytała po chwili niepewnym głosem rozglądając się po pokoju, w którym razem utknęli. Banks wzruszył ramionami po czym ostrożnie podszedł do ściany, gdzie jeszcze parę chwil temu były drzwi. Były, ale zniknęły, dosłownie, na ich oczach. To było tak surrealistyczne, że na początku nie mogli uwierzyć w to co widzą. Co wydaje się zabawne, bo oboje doświadczyli już znacznie dziwniejszych zjawisk. Jednak w trakcie przemiany drzwi w ścianę, gdy minęło niedowierzanie, przygniotło ich potworne uczucie paraliżującego lęku, tak silne, tak materialne, że Jenny Barnes z wyciem padła na kolana a Banks skulił się w kłębek i wcisnął w kąt pokoju. Siła coraz mocniej na nich naciskała wyciskając im z oczu łzy potwornego bólu i przerażenia, że ta tajemna siła zgniecie ich na miazgę jak karaluchy. I pewnie tak by się stało, ale nagle wszystko się skończyło. Było to tak nieoczekiwane że przez dłuższą chwilę tkwili w pozycjach do jakich ich ta siła sprowadziła i łkali charcząc z bólu. Teraz Banks stał przed ścianą i przyglądał się jej, ściana jak ściana, niczym nie różniła się od reszty ścian w pokoju. Dotknął ją ostrożnie, a gdy nic się nie stało ostukał ręką. Barnes stała za nim w bezpiecznej odległości z bronią gotową do strzału. – Ściana… cholera, jakby nigdy ich tu nie było. – powiedział sam do siebie. – Może da się ją rozwalić? – spytała Barnes. – Spróbujmy. – Banks rozejrzał się po pokoju za czymś ciężkim, czym mógłby w nią uderzyć. Ale pokój miał skromne wyposażenie, biurko, którego nie udźwignie, dwa krzesła i regały z książkami i aktami. To dla tych akt przyszedł tu z Barnes. Kobieta szuka siostry i chciała sprawdzić ślad, który zdobyła, a z którym i on zetknął się w prowadzonym przez siebie swego czasu śledztwie. Teraz nie mając nic innego pod ręką wziął krzesło i z całej siły walnął nim w ścianę. Krzesło rozpadło się na kawałki a na ścianie nie zrobiła się nawet ryska. – Szlag! – syknął poirytowany, ale szybko zamilkł, gdy jedyna lampa w pokoju przygasła a potem mocno, bardzo mocno rozświetliła i całkowicie zgasła. Pokój zalała ciemność. Ale tylko na chwilę, bo zobaczyli, że ściany delikatnie się jarzą zieloną poświatą, że przebija się przez nie sieć pulsujących przewodów przypominających żyły przez które coś się przemieszcza. Jakby byli we wnętrzu jakiejś istoty…

To nasz powrót do Horroru Arkham lcg. Tym razem mając więcej kart do wyboru dla naszych badaczy postanowiliśmy rozpocząć przygodę od początku i przejść wszystkie dostępne scenariusze pięciu cykli i historii pobocznych. Zaczęliśmy od Nocy fanatyka. To było nasze piąte podejście do tej historii. Pierwsze dwa były nauką gry i było tu wiele nerwów, irytacji i zniechęcenia (zwłaszcza w pierwszym podejściu) ale i… obietnicy świetnej gry. Dlatego nie zrażając się podjęliśmy kolejne próby i warto było, bo trzecie i czwarte podejście już w pełni pokazały nam czym ta gra jest i, że naprawdę warto w nią inwestować i grać.

W piątym podejściu do Nocy fanatyka ja grałam Jenny Barnes a Zbyszek Rolandem Banksem, tak więc oboje nastawiliśmy się na ostrą konfrontację i lanie piekielnych pomiotów. Szło nam bardzo dobrze, szybko uwolniliśmy się z pułapki i rozpoczęliśmy przetrząsanie domu Banksa w poszukiwaniu wskazówek, które pomogłyby nam zrozumieć co się tym domem dzieje oraz złamać barierę, która odgrodziła salon od reszty pomieszczeń. Bardzo szybko zaatakowały nas odmienne stany świadomości i potwory, które w tajemniczy sposób przeniknęły do domu z innych wymiarów. Walka szła nam dobrze, i choć były rany i urazy psychiczne, to nic z czym byśmy sobie nie poradzili. Do czasu. Okazało się, że Roland Banks jest słabszy psychicznie niż Jenny Barnes, co mocno wpłynęło na jego skuteczność. W pewnym momencie dopadło go osłabienie psychiczne z którym nie potrafił sobie poradzić, przez co większy ciężar walki spadł na moją Jenny. Na szczęście to kobieta, która łatwo się nie poddaje i odciążyła w walce Banksa ratując mu kilka razy skórę. Co więcej tylko dzięki jej determinacji udało się zabić bosa, który w pewnej chwili zaatakował nas w salonie. Dzięki temu Banks skupił się na wyjściu z załamania i pierwszą przygodę zakończył tylko z jedną traumą psychiczną. W drugiej przygodzie przetrząsaliśmy Arkham w poszukiwaniu szuji, które planowały jakiś tajemniczy rytuał i które odpowiadały za to, co się wydarzyło w domu Banksa. I chociaż ciemne siły robiły wszystko, by nam w tym przeszkodzić zsyłając na nas halucynacje, osłabienia i potwory czy to w ludzkiej skórze, czy z innych wymiarów, udało nam się zidentyfikować wszystkich kultystów i pokonać kolejnego bosa. Czując się pewnie do ostatniej przygody podeszliśmy luźniej, cwaniakując, że nie ma wyzwania z którym sobie nie poradzimy. I jak to w życiu bywa był to kosztowny błąd. Osłabiony psychicznie traumą Banks po raz kolejny złapał osłabienie, którego tym razem nie był w stanie odrzucić, a które mocno wpłynęło na jego skuteczność. W pewnym momencie uwikłał się w walkę z potworem, który nie dość, że zadawał mu rany to do tego i kolejne urazy psychiczne. I gdyby nie skuteczna interwencja Jenny Banks (kolejne ) oszalałby do reszty. Na szczęście pomogła mu w ostatniej chwili i do tego sama przerwała rytuał, który miał sprowadzić do naszego wymiaru jakieś potworne obrzydlistwo. Nasza przygoda zakończyła się sukcesem (przypomnę drugi na pięć podejść), niestety, Roland Banks złapał kolejne dwie traumy, co spowodowało, że mając łącznie trzy traumy psychiczne udał się do kliniki znanego w kraju psychiatry, by podleczyć stargane nerwy. Z racji tego, że nie wiadomo jak długo potrwa jego leczenie i rehabilitacja postanowiono, że zastąpi go inny badacz.