niedziela, 26 kwietnia 2020

ZONA - Sekret Czarnobyla

W Zonie przesąd to nie kwestia wiary, w Zonie przesąd to kwestia życia lub śmierci. Zona to nie jest normalny świat, w którym wszystko działa na prostej zasadzie przyczyny i skutku. W Zonie jest tylko jedna przyczyna, Wy, którzy do niej wchodzicie, a skutki?… Ich żadna logika ani normalne prawa nie wytłumaczą. Bo Zona jest nieprzewidywalna, bardzo kapryśna i nie wiedzieć czemu, jednemu Zona daje, a drugiemu Zona zabiera. Nikt nie wie i nie pojmuje dlaczego? Dlaczego ktoś bez broni wygrywa z potężnym mutantem, a ktoś obłożony ekwipunkiem i artefaktami ginie w najsłabszej anomalii? Większość powie, szczęście, los sprzyja, albo pech i los zabija. To prawda, ale malutka. Bardzo malutka. Bo ci co znają choć troszkę Zonę wiedzą, że to Ona ma najwięcej do powiedzenia. Jeżeli Zona powie „nie”, to choćbyście zaklinali, choćbyście żebrali i błagali, choćbyście grozili, forsowali nie dacie rady. Każdy test oblejecie, każdą walkę przegracie, stracicie wszystko, bo Ona tak chce! Bo to jej świat, jej prawidła. Ale zanim wejdziecie w Zonę głębiej, Ona zawsze powie wam uczciwie – wejdźcie, czekam – albo – odejdźcie, to nie Wasz dzień. Posłuchacie, będziecie żyć, nie posłuchacie, zapłacicie najwyższą cenę. A uwierzcie, Zona wchodzi w najgłębsze zakamarki umysłu i duszy i Zona wie, co dla każdego jest „najwyższą ceną”, czego się boi. Dlatego zanim wejdziecie w Nią głębiej musicie zrozumieć, że w Zonie jest tylko jedno prawo, jej prawo! Nie ma w nim opisanych prawideł, nie ma w nim paragrafów, ani prawa do odwołania od wyroku. Albo się z tym godzicie i płacicie cenę, którą od Was zażąda, albo spada na Was kara. Dlatego jeśli losowość, przesąd, zabobon, nie podoba Wam się, boicie się tego, wyśmiewacie, odejdźcie, to nie świat dla Was!... Co się tak gapicie? Ogień przygasa, dołóżcie.

Jeden z nowicjuszy dorzuca do ogniska kilka drewienek. Wszyscy siedzą w milczeniu trawiąc słowa Dziadka. Są w Wiosce, przystani, w której czekają na świt, by ruszyć na Wielką Przygodę. Przyszli do Zony, by zostać stalkerami, by się dorobić, a niektórzy by zdobyć ogromne bogactwo Sarkofagu. Patrzą na Dziadka, którego oczy kryją ciemne okulary przeciwsłoneczne i kalkulują. Nie wiedzą, że on wie, że mu nie wierzą, że podejrzewają, że powiedział im to tylko po to, by zrezygnowali, by odeszli z powrotem do normalnego świata, bo on i jemu podobni kombinują, by odstraszyć konkurencję, by samemu bogacić się na Zonie albo zdobyć skarb Sarkofagu. Dziadek nie mówi nic więcej, oni nie mówią nic więcej. Czekają świtu, a gdy nastaje żegnają się chłodno i ruszają w głąb Zony. Dziadek wie, że już nikt więcej ich nie zobaczy. Smutno kiwa głową siedząc samotnie przy dogasającym ognisku. Los, zabobon, przesąd. Gdyby zostali dłużej zobaczyliby doświadczonego stalkera, który podchodzi do niego i daje mu mały artefakt. Gdyby zostali dłużej, mogliby zapytać, dlaczego mu dał ten artefakt, i usłyszeliby odpowiedź, że w podzięce za szczęśliwy powrót, bo Dziadek mu go przepowiedział. Gdyby zostali dłużej, a doświadczony stalker miałby ochotę, powiedziałby im też, że Dziadek to najstarszy i najbardziej doświadczony stalker, który zdobył tak wiele artefaktów i zabił tak wiele mutantów, że nazywano go Sergiej pięć szóstek. Powiedziałby im też, że pewnego dnia, o tak bez przyczyny Zona zabrała mu oczy, zabrała mu część pamięci, zabrała mu siły i uwięziła tu na wieki wieków dając pewność, że jeśli tylko opuści jej granice zeżrą go nowotwory i umrze w potwornych mękach. Dała mu też dar ostrzegania innych, to co powiedział, zawsze się spełniało. Gdyby zostali dłużej może by przeżyli… ale tylko może, bo człowiek ma taką naturę, że często odrzuca losowość, zabobon, przesąd, kieruje się tylko rozumem, matematyczną kalkulacją, wierzy, że rządzi swym życiem, kieruje losem. W Zonie tacy ludzie i to co się z nimi stało w Zonie, stają się częścią mrocznych opowieści, które stalkerzy opowiadają sobie przy ognisku…


Wczoraj i dziś rozegraliśmy łącznie 4 partie. Wszystkie na twardych zasadach bez home rules. Wszystkie skończyły się śmiercią stalkerów, którymi poruszaliśmy się w Zonie. Pierwsza partia z wczoraj zakończyła się naszą szybką śmiercią. W czwartej turze mieliśmy komplet obrażeń i urazów i oboje umarliśmy robiąc przymusowe testy z kart wydarzeń obszarów na których staliśmy. Druga partia miała już dłuższy przebieg, Zbyszka Najemnik miał sporo szczęścia i bardzo długo jechał na samych obrażeniach, natomiast moje postacie umierały jak muchy. Dopiero trzecia postać, Mistyk, realnie włączył się do wyścigu do Sarkofagu. Niestety na trzy tury przed końcem partii Zbyszka zabiły testy w Sarkofagu, natomiast moja postać umarła w Prypeci rozszarpana przez mutanty.
Dzisiaj pierwsza partia trwała 2 tury i zakończyła się naszą sromotną porażką. Zbyszek grał Naukowczynią, a ja Odmieńcem. Wszystkie testy były katastrofą, a ostatni cios zadała przedwczesna emisja windując nasze urazy do czterech i zabijając nas daleko od tajnych obiektów, a co dopiero Sarkofagu! Druga partia również zakończyła się naszą śmiercią, choć tu tanio skóry nie oddaliśmy. W tej partii szczęście przez chwilę uśmiechało się do mnie, bo gdy Zbyszek umarł dwa razy, mój Odmieniec coraz lepiej sobie radził. Zbyszkowi zaczęło iść dopiero przy trzecim odrodzeniu. Ale to nie był nasz dzień na wchodzenie do Zony, jak i wczoraj. Szczęście trwało krótko, a potem wszystko obróciło się przeciwko nam. Bilans, ja wczoraj umarłam 4 razy, Zbyszek 2, a dzisiaj ja umarłam 2 razy a Zbyszek 4. I jak tu nie wierzyć w przesądy?








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz