piątek, 18 września 2020

THE EDGE DAWNFALL

Kraina Ciemności to nieokreślone miejsce, w nieokreślonej rzeczywistości i nieokreślonym czasie, które wraz z liczną grupą Bezlicych przemierza Siliusz Beka. Właściwie, to bardzo nieprecyzyjne stwierdzenie, ponieważ Siliusz Beka stracił samoświadomość stając się częścią ciała Żniwiarza i zbiorowego umysłu Bezlicych. Ale z drugiej strony, dzięki temu jako pierwsza istota ludzka - a właściwie jakaś tam jej cząstka, bo w rzeczywistości jedynie malutki trybik hybrydy składającej się z zespolonych ze sobą istot różnych ras i przedziwną maszynerią, tworząc potworne, śmierdzące trupim odorem cielsko Żniwiarza - mógł wędrować Krainą Ciemności. Gdyby miał oczy, widziałby obrazy, które każdego człowieka doprowadziłyby do obłędu. Ale Bezlicym to nie grozi, po pierwsze ich umysł zbiorowy jest nieczuły na wygląd Krainy Ciemności, gdzie to co było, jest i będzie dzieje się teraz, czy gdzie miliardy „tu” i „tam” splatają się w jedno. Po drugie nie mają oczu, nie potrzebują, to co nimi kieruje jest bardziej precyzyjne niż zmysł wzroku, trudne do oszukania jakimkolwiek kamuflażem. Nie da się też przed tym ukryć, dlatego choć Bezlicy nie znają Krainy Ciemności to pewnie kierują się wprost do kolejnej kapliczki Ciemności i źródeł cennych kryształów…


THE EDGE DAWNFALL, ostatni bój, solo, trzy bitwy, Bezlicy przeciw Ciemności, alternatywna plansza. Po wygranej bitwie o kapliczkę Ciemności na Perłowej Wstędze, Bezlicy dzięki portalowi kapliczki Ciemności przenieśli się gdzieś do Krainy Ciemności. Nie wiedząc co ich czeka, postanowili wzmocnić swoje oddziały elitarnymi Mięsoprujami. Pamiętając o poprzednich doświadczeniach Bezlicy rzucili się na słabe jeszcze oddziały Ciemności i zaczęli je wybijać. Te choć były słabe zadawały jednak dość poważne straty Bezlicym, więc wynik nie był pewien. Do tego Bezlicy bardzo się obawiali pojawienia karty trudności Tryb Mroku, która z automatu wprowadzała w tryb mroku oddziały Ciemności. Karty odzyskiwania tarczy wytrzymałości, Rozrost, i ruchu wszystkimi oddziałami przed akcją Ciemności, Pijawka, już były aktywowane. Wiara w zwycięstwo Bezlicych spadła prawie do zera, kiedy przez kartę Rozszalało się Piekło Ciemność zabiła w trzech atakach Miażdżyciela i jednego Mięsopruja. Na szczęście Bezlicy wykorzystali swój sztandar i ożywili najpierw zabitego Siepacza, a potem Mięsopruja. Do tego straty, które zadali Ciemności pozwoliły im na opanowanie dwóch złóż kryształów i ich pobór w turze pasywnej. Do tego poświęcili jednego Siepacza i uzyskali za niego dodatkowy kryształ. Walka była krwawa i okrutna i choć na polu bitwy został sam Dzwoniec, to udało mu się zabić kontratakiem atakujące go dwa Mięsopruje. Dopiero trzecie podejście zakończyło się śmiercią Dzwońca i wygraną Bezlicych. Dodam, że karta trudności Tryb Mroku w końcu się pojawiła, ale dla Ciemności było już za późno, bo na polu bitwy był tylko sam Dzwoniec.

W drugiej bitwie Bezlicy zetknęli się po raz pierwszy z Pierwocieniem, którego postać zastępowała figurka Imperatrycy Otchłani. Pojawienie się Pierwocienia było zaskoczeniem dla Bezlicych, ale szybko się pozbierali i wykończyli go wraz z Cieniami, które mu towarzyszyły. Potem zajęli się resztą potworów wybijając je do nogi. I tym razem szczęście dopisało Bezlicym, po pierwsze szybko niwelowali tryb mroku Ciemności, po drugie opanowali dwa źródła cennych kryształów, a po trzecie nie było karty Tryb Mroku. Bezlicy poczuli się tak bardzo pewni siebie, że wyczuwając w okolicy potężną istotę Ciemności ruszyli w jej stronę, by rzucić jej wyzwanie…

To był błąd. Trzecia bitwa zakończyła się totalną masakrą Bezlicych, którzy w swoim zadufaniu zaatakowali Imperatrycę Otchłani. Masakra, która rozegrała się wokół kapliczki Ciemności i złóż kryształów nie była zbyt długa, choć nad wyraz widowiskowa, o ile ktoś lubuje się w pełnych makabry i okrucieństwa obrazach. Bitwa od samego początku źle się ułożyła dla Bezlicych. Imperatryca Otchłani bardzo szybko przeszła w tryb apokalipsy, przez co Bezlicy musieli skupić swoje ataki tylko na niej i zabić ją przed końcem trzeciej tury. Nie wiadomo skąd, ale ich stadna świadomość była pewna, że jeżeli szybko jej nie zabiją, ta stanie się tak silna, że nic jej nie podoła. I mieli rację, ale brali udział w wyścigu z czasem w którym z góry stali na przegranej pozycji. Atakując wściekle Imperatrycę Otchłani sami stali się łatwym celem dla reszty oddziałów Ciemności, które bezwzględnie ich masakrowały, aż padł ostatni Bezlicy. A najgorsze, że tymi atakami nie zadali Imperatrycy Otchłani nawet jednej małej ranki… Źle to wróży innym oddziałom, które błądzą w Krainie Ciemności. 














 




niedziela, 13 września 2020

The Edge Dawnfall

 

Wyobraź sobie takie miejsce - wypalone do cna szarobrązowe rumowisko ciągnące się od horyzontu do horyzontu, smagane podmuchami wiatru wznoszącego szare tumany popiołów. Widzisz je? Widzisz? Gdziekolwiek spojrzysz wszędzie tylko ponura pustynia w jednolitym kolorze. Nie sposób tu odróżnić co jest skałą, czy glebą, a co resztkami świata, który umarł tak dawno temu. To będzie Twój świat, Twój dom. Wiesz, kiedyś to było wielkie miasto w którym żyli ludzie. Naprawdę, tylko ludzie. Boże, aż trudno uwierzyć, że żyli tu całkiem sami swoim ludzkim życiem, małostkami, okrucieństwem czy podłościami, ale i miłościami, ideałami, nadziejami czy wiarą. Tak, obok ohydnych potworności potrafili robić rzeczy piękne i wzniosłe… Ale co z tego, skoro żyli nieświadomi, że nic nie jest dane na zawsze, że to co ich otacza nie jest wieczne. Byli tak bardzo ślepi i zadufani w sobie, że odrzucali wszystko, co nie pasowało do ich wyobrażeń, a przede wszystkim wiarę w naszego Boga! Ślepi głupcy, za ten grzech srogo zapłacili ściągając do nas te piekło! Wiesz, zagłada spadła z nieba zabijając miliardy ludzi, cholernych farciarzy, którzy wygrali los na loterii. Reszta, ci, którzy przetrwali, ginęli i giną znacznie wolniej, w potwornych katuszach, które trudno opisać… Uwierz mi, każde okropieństwo które będziesz potrafił sobie wyobrazić, albo które będziesz ukrywać w najmroczniejszych zakamarkach swojej jaźni, bojąc się jego odkrycia i szaleństwa, które Cię przez nie ogarnie, jest niczym w porównaniu z tym, co się tutaj teraz dzieje. Ziemia, świat który poznasz jest piekłem, prawdziwym piekłem. Wiesz, wpajano nam, że to kara za ludzkie grzechy, za brak wiary, ale teraz, jak się nad tym zastanawiam, to nie wiem, czy wina leży po stronie tych, którzy nie wierzyli, czy tych, którzy swoimi modłami zwrócili oczy bogów na nasz świat i w konsekwencji sprowadzili ich tutaj. Taka mała ironia…

Wiesz po co Ci to mówię? Wiesz? Biedny chłopcze, ja zaraz odejdę, a Ty przyjdziesz na moje miejsce i jeśli nie będziesz miał farta zostaniesz tutaj na wieki… W tym spalonym piekle, w którym Twoje istnienie jest tyle samo warte, co istnienie karalucha… A nawet mniej. Chciałbym powiedzieć, że mi Ciebie szkoda, ale to nieprawda. Zasłużyłeś na to, bo choć jesteś moim synem, jesteś też człowiekiem…

Potworne wrzaski wyrwały go z rozmowy z synem, który bezpiecznie pławi się w wodach płodowych matki daleko stąd. To chyba jeden z Łowców, który padł kilka metrów dalej. Resztką sił uniósł głowę i spojrzał w jego stronę. Tak, to ten Łowca, któremu urwało nogi. Widział jak to się stało. Nie wie co to było, usłyszeli tylko świst i po chwili Łowca leżał parę metrów dalej wyjąc przeraźliwie z bólu i majtając krwawiącymi kikutami po nogach. A teraz wrzeszczał i próbował uwolnić się z ohydnego uścisku potwora, który stał nad nim i łączył go na żywca ze swoim cielskiem wtapiając w swoje ciało. – Pechowiec żyje. Boże, jak ja… – pomyślał i z obawą spojrzał na swoje rany. Głębokie, szybko i dużo krwi przez nie traci, więc jest szansa, że zdąży… Ale rany Łowcy są większe i więcej krwi stracił, a żyje! – Boże błagam Cię, nie zostawiaj mnie! Błagam!...
Ruszyli w kilkunastu na zwiad sprawdzić pogłoski o pojawieniu się nowych złóż kryształów w okolicy Perłowej Wstęgi. Pogłoski okazały się prawdą, złoża istotnie pojawiły się tutaj znikąd. Do tego w dość regularnych odstępach od siebie. Obserwowali je z bezpiecznej odległości, gdy nagle zaatakował ich oddział tych cholernych potworów. Nie mieli najmniejszych szans, potworów było za dużo i szybko ich rozniosły. Był pewien, że potwory przybyły tu z powodu złóż kryształów, ale dlaczego tak licznie?

Nagle poczuł uderzenie silnego odoru. Targnęła nim torsja. Nad nim stał wielki potwór. – Boże błagam Cię, nie zostawiaj mnie!

Ten dzień nie był dobry dla Siliusza Beki. Zasłużony obrońca IV Ostoi, za co pasowany na rycerza Zakonu przez samą Anioł Śmierci, uczestnik dwóch zwycięskich bitew z Dvergarami, gdzie wykazał się

niesamowitym męstwem oraz uczestnik masakry Odrodzonych na Gichtowej Bramie, gdzie udało im się pojmać w niewolę jedną z ich Jeźdźców Mroku i kilka Drzewic. Był to jedyny przypadek znany w historii, więc upojeni tą wiktorią i darem Bożym gwałcili je tak długo, aż te oszalały do reszty i popełniły zbiorowe samobójstwo zagryzając się wzajemnie. I oto teraz Siliusz Beka, ciężko ranny Rycerz Zakonu błaga Jedynego i Prawdziwego Boga o szybką śmierć. Ale Jedyny i Prawdziwy Bóg jest głuchy, więc i on, jak ten Łowca, który leżał parę metrów dalej, na żywca spaja się teraz w potwornych mękach z ciałem potwora, który stanął nad nim. Trudno opisać ból, który temu spajaniu towarzyszy, gdy żywe/martwe tkanki potwora i jego metalowe części łączą się w jedno ciało z jego żywymi tkankami, nerwami, synapsami. Ale jeszcze trudniej opisać strach Siliusza Beki, że ten ból się nigdy nie skończy! Jedynym pocieszeniem w tym wszystkim jest to, że stając się częścią potwora traci się świadomość siebie… Ale czy to prawda? W końcu nikt z Bezlicymi o tym nie rozmawiał… i co z duszą? Co z duszą? – BOOOŻEEEEE!!!...

Później, Siliusz Beka, który stał się częścią Żniwiarza, zobaczył, choć nie miał już oczu, jak w samym centrum złóż kryształów wyłoniła się z portalu kapliczka Ciemności. Gdyby był Siliuszem Beką, gdyby miał swój rozum i świadomość swojego jestestwa pojąłby, że Bezlicy przyszli tu tak licznie dla tej kapliczki. A potem zobaczyłby jak rzucili się do walki z potworami, które pojawiły się wraz z tą kapliczką. Na szczęście dla niego jego samoświadomość została wyparła zbiorową świadomością Bezlicych, co było łaską wobec tego co się później działo… 

Tryb solo, Bezlicy przeciw Ciemności, pięć bitew, plansza podstawowa. Pierwsze dwie bitwy skończyły się totalnym pogromem Bezlicych. W pierwszej bitwie, która trwała około 30 minut, nie zdobyli ani jednego kryształu ze złóż. Do tego, agresywne działania Ciemności wybiły do nogi wszystkie atakujące oddziały Bezlicych, którym udało się zadać tylko jedną ranę Fałszywcom. Jedną ranę! Druga bitwa miała bardzo podobny przebieg, choć Bezlicym udało się zdobyć kilka kryształów ze złóż i zabić trzy potwory Ciemności: Rzezikruka i dwa Cienie. Wielkim zaskoczeniem dla Bezlicych było, gdy w pewnym momencie Dzwoniec zamienił najpierw jedno a potem drugie złoża kryształów na małe kapliczki Ciemności, które były również portalami. Bezlicy postanowili zmienić taktykę i przede wszystkim zmodyfikowali swoją talię kart (wcześniej używali talii startowej, która okazała się zbyt słaba na Ciemność). Modyfikacja przyniosła oczekiwane rezultaty i choć trzecia i czwarta bitwa również zakończyły się ich przegranymi, to skala przegranych nie była już tak przytłaczająca jak w dwóch pierwszych bitwach. Bo teraz Bezlicy stali się bardziej agresywni i mieli szansę na kilka ataków pod rząd przeciwko potworom Ciemności, które dzięki kartom trudności nie dość, że ciągle były w trybie mroku, to do tego po każdej turze Bezlicych z automatu wszystkie ich oddziały odzyskiwały jedną tarczę wytrzymałości. Piąta bitwa skończyła się pierwszym zwycięstwem Bezlicych. Nie było łatwo, ale tym razem szczęście uśmiechnęło się do Bezlicych, choć ponosili spore straty, sami również je zadawali, aż w końcu szala przechyliła się na ich stronę. Nie bez wpływu na tę bitwę był brak karty trudności, która z automatu wprowadzała w tryb mroku wszystkie oddziały Ciemności na początku ich tury. Pierwsze zwycięstwo Bezlicych było o tyle cenne, że udało im się zdobyć świeżą krew Dzwońca, tak cenną w podróżach przez Krainy Ciemności. A tam właśnie chcieli się udać Bezlicy…