Ten, kto powiedział, że na istoty z innego wymiaru broń palna to za mało, gówno wie! Ta myśl trochę uspokoiła mocno rozchwiane nerwy Rolanda Banksa. Najprawdopodobniej Jenny Barnes pomyślała tak samo, bo wciąż oszołomiona podniosła się z kolan i trzęsącą ręką wyciągnęła z kabury broń, sprawdziła magazynek po czym załadowała go z powrotem do pistoletu. Ręce dalej jej się trzęsły, ale trzymając broń poczuła się pewniej. – No dobra, co teraz? – spytała po chwili niepewnym głosem rozglądając się po pokoju, w którym razem utknęli. Banks wzruszył ramionami po czym ostrożnie podszedł do ściany, gdzie jeszcze parę chwil temu były drzwi. Były, ale zniknęły, dosłownie, na ich oczach. To było tak surrealistyczne, że na początku nie mogli uwierzyć w to co widzą. Co wydaje się zabawne, bo oboje doświadczyli już znacznie dziwniejszych zjawisk. Jednak w trakcie przemiany drzwi w ścianę, gdy minęło niedowierzanie, przygniotło ich potworne uczucie paraliżującego lęku, tak silne, tak materialne, że Jenny Barnes z wyciem padła na kolana a Banks skulił się w kłębek i wcisnął w kąt pokoju. Siła coraz mocniej na nich naciskała wyciskając im z oczu łzy potwornego bólu i przerażenia, że ta tajemna siła zgniecie ich na miazgę jak karaluchy. I pewnie tak by się stało, ale nagle wszystko się skończyło. Było to tak nieoczekiwane że przez dłuższą chwilę tkwili w pozycjach do jakich ich ta siła sprowadziła i łkali charcząc z bólu. Teraz Banks stał przed ścianą i przyglądał się jej, ściana jak ściana, niczym nie różniła się od reszty ścian w pokoju. Dotknął ją ostrożnie, a gdy nic się nie stało ostukał ręką. Barnes stała za nim w bezpiecznej odległości z bronią gotową do strzału. – Ściana… cholera, jakby nigdy ich tu nie było. – powiedział sam do siebie. – Może da się ją rozwalić? – spytała Barnes. – Spróbujmy. – Banks rozejrzał się po pokoju za czymś ciężkim, czym mógłby w nią uderzyć. Ale pokój miał skromne wyposażenie, biurko, którego nie udźwignie, dwa krzesła i regały z książkami i aktami. To dla tych akt przyszedł tu z Barnes. Kobieta szuka siostry i chciała sprawdzić ślad, który zdobyła, a z którym i on zetknął się w prowadzonym przez siebie swego czasu śledztwie. Teraz nie mając nic innego pod ręką wziął krzesło i z całej siły walnął nim w ścianę. Krzesło rozpadło się na kawałki a na ścianie nie zrobiła się nawet ryska. – Szlag! – syknął poirytowany, ale szybko zamilkł, gdy jedyna lampa w pokoju przygasła a potem mocno, bardzo mocno rozświetliła i całkowicie zgasła. Pokój zalała ciemność. Ale tylko na chwilę, bo zobaczyli, że ściany delikatnie się jarzą zieloną poświatą, że przebija się przez nie sieć pulsujących przewodów przypominających żyły przez które coś się przemieszcza. Jakby byli we wnętrzu jakiejś istoty…
To nasz powrót do Horroru Arkham lcg. Tym razem mając więcej kart do wyboru dla naszych badaczy postanowiliśmy rozpocząć przygodę od początku i przejść wszystkie dostępne scenariusze pięciu cykli i historii pobocznych. Zaczęliśmy od Nocy fanatyka. To było nasze piąte podejście do tej historii. Pierwsze dwa były nauką gry i było tu wiele nerwów, irytacji i zniechęcenia (zwłaszcza w pierwszym podejściu) ale i… obietnicy świetnej gry. Dlatego nie zrażając się podjęliśmy kolejne próby i warto było, bo trzecie i czwarte podejście już w pełni pokazały nam czym ta gra jest i, że naprawdę warto w nią inwestować i grać.
W piątym podejściu do Nocy fanatyka ja grałam Jenny Barnes a Zbyszek Rolandem Banksem, tak więc oboje nastawiliśmy się na ostrą konfrontację i lanie piekielnych pomiotów. Szło nam bardzo dobrze, szybko uwolniliśmy się z pułapki i rozpoczęliśmy przetrząsanie domu Banksa w poszukiwaniu wskazówek, które pomogłyby nam zrozumieć co się tym domem dzieje oraz złamać barierę, która odgrodziła salon od reszty pomieszczeń. Bardzo szybko zaatakowały nas odmienne stany świadomości i potwory, które w tajemniczy sposób przeniknęły do domu z innych wymiarów. Walka szła nam dobrze, i choć były rany i urazy psychiczne, to nic z czym byśmy sobie nie poradzili. Do czasu. Okazało się, że Roland Banks jest słabszy psychicznie niż Jenny Barnes, co mocno wpłynęło na jego skuteczność. W pewnym momencie dopadło go osłabienie psychiczne z którym nie potrafił sobie poradzić, przez co większy ciężar walki spadł na moją Jenny. Na szczęście to kobieta, która łatwo się nie poddaje i odciążyła w walce Banksa ratując mu kilka razy skórę. Co więcej tylko dzięki jej determinacji udało się zabić bosa, który w pewnej chwili zaatakował nas w salonie. Dzięki temu Banks skupił się na wyjściu z załamania i pierwszą przygodę zakończył tylko z jedną traumą psychiczną. W drugiej przygodzie przetrząsaliśmy Arkham w poszukiwaniu szuji, które planowały jakiś tajemniczy rytuał i które odpowiadały za to, co się wydarzyło w domu Banksa. I chociaż ciemne siły robiły wszystko, by nam w tym przeszkodzić zsyłając na nas halucynacje, osłabienia i potwory czy to w ludzkiej skórze, czy z innych wymiarów, udało nam się zidentyfikować wszystkich kultystów i pokonać kolejnego bosa. Czując się pewnie do ostatniej przygody podeszliśmy luźniej, cwaniakując, że nie ma wyzwania z którym sobie nie poradzimy. I jak to w życiu bywa był to kosztowny błąd. Osłabiony psychicznie traumą Banks po raz kolejny złapał osłabienie, którego tym razem nie był w stanie odrzucić, a które mocno wpłynęło na jego skuteczność. W pewnym momencie uwikłał się w walkę z potworem, który nie dość, że zadawał mu rany to do tego i kolejne urazy psychiczne. I gdyby nie skuteczna interwencja Jenny Banks (kolejne ) oszalałby do reszty. Na szczęście pomogła mu w ostatniej chwili i do tego sama przerwała rytuał, który miał sprowadzić do naszego wymiaru jakieś potworne obrzydlistwo. Nasza przygoda zakończyła się sukcesem (przypomnę drugi na pięć podejść), niestety, Roland Banks złapał kolejne dwie traumy, co spowodowało, że mając łącznie trzy traumy psychiczne udał się do kliniki znanego w kraju psychiatry, by podleczyć stargane nerwy. Z racji tego, że nie wiadomo jak długo potrwa jego leczenie i rehabilitacja postanowiono, że zastąpi go inny badacz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz