Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZONA - Sekret Czarnobyla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZONA - Sekret Czarnobyla. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 maja 2020

Zona


Łupłupłupłup – to serce, wali jak szalone! Boże i do tego tak głośno!!! Łupłupłup – jakby jakiś szalony perkusista nawalał z całych sił w bęben. Łupłupłup – Chryste panie, matko jedyna!!! Jest potwornie przerażony, że słychać je w całym kompleksie, więcej, w całej cholernej Zonie!!! Uspokój się!!! Uspokój debilu, inaczej znajdzie cię!!! Słyszysz, znajdzie!... Łupłupłup! – wtem serce zamiera i zalewa go kleista, prawie materialna cisza. Przez chwilę nic się nie dzieje aż nagle… słyszy To, wyraźnie, blisko, bardzo blisko: flap, flap, flap… powolne człapanie w zalegającej w pokoju wodzie. Flap, flap… To zatrzymał się, słyszy jak węszy. Boże węszy! Wyczuje go po zapachu!!! Uspokój się kurwa!!! Nie panikuj! Nie panikuj, a będzie dobrze! Leży w ciemnościach, w wąskim przewodzie wentylacyjnym ciągnącym się tuż pod sufitem. Wlazł do niego w pokoju dyżurnego, kiedy usłyszał przeraźliwe wrzaski Igora „Piąteczki” dochodzące z korytarza. Miał farta, wszedł do tego pokoju bo chciał sprawdzić, czy nie znajdzie tu jakiś fantów. Sprawdzili go jak weszli do kompleksu, ale teraz przed wyjściem chciał się upewnić, że nic nie przeoczyli… i to go uratowało. Bo gdy Igor „Piąteczka” przeraźliwie wrzeszcząc konał na korytarzu, on wskoczył na biurko dyżurnego i wlazł do przewodu wentylacyjnego ciągnącego się pod sufitem. Leżał teraz w nim i celował ze swojego RMB 93 w otwór, którym tu wlazł. W pierwszej chwili chciał uciec tym przewodem jak najdalej od korytarza w którym umarł Igor „Piąteczka” i pokoju dyżurnego, w którym stał teraz To i węszył. Nie zrobił tego jednak, bo bał się, że zabłądzi w plątaninie przewodów i zostanie w tym kompleksie, jak Igor „Piąteczka” czy „Wyschnięty” Wania, na zawsze. Poza tym od wyjścia z tego kompleksu dzieliło go To i kilka metrów korytarza w którym umarł Igor „Piąteczka”. Kilka metrów i będzie daleko od tego koszmaru!… coś skrzypnęło, coś zaszurało, coś spadło do wody i usłyszał całkiem blisko, jak To węszy. Włożył głowę do otworu, którym tu wlazł!!! Nagle tuż przed nim zapłonęły żółcią ślepia To. Nacisnął spust, ciasnota przewodu wentylacyjnego spotęgowała huk, który go ogłuszył. Przeładował strzelbę i dopiero po tym zapalił czołówkę i ostrożnie wychylił się przez dziurę obryzganą kawałkami tego co wypełniało głowę To. Rozejrzał po pokoju. Bezgłowe ciało To leżało w wodzie barwiąc ją ciemną posoką. Ostrożnie wyszedł z przewodu i wyjrzał na korytarz. Nie licząc ciała Igora „Piąteczki”, leżącego tuż przy pancernych drzwiach prowadzących do wyjścia z kompleksu, korytarz był pusty. Ostrożnie wyszedł, i ruszył w stronę pancernych drzwi. Starał się iść jak najciszej, ale stojąca w korytarzu woda mocno to utrudniała. Co chwilę zerkał za siebie aż zrównał się z ciałem Igora „Piąteczki”. Zatrzymał się, spojrzał na niego i zamarł. To nie był Igor „Piąteczka”! To nie był Igor „Piąteczka”!!! Z rozdziawionymi ustami patrzył na swoje zmasakrowane zwłoki. To pozbawił go oka, wybił zęby, zmiażdżył nos i urwał rękę. Chryste, jakim cudem?! Jakim cudem?!? Choć twarz była zmasakrowana, wiedział, że patrzy na siebie. Jakim cudem?!? Nie, to nie prawda! To nie on! To nie on do kurwy nędzy!!! Błagam!!! To nie on! To nieon! Tonieon! Tonieontonieon!!! Nagle z głębi korytarza doszedł odgłos chlupania. Coś zmierzało w jego stronę! Rzucił się do pancernych drzwi, szarpnął je otwierając na oścież i wskoczył w ciemność. Coś go usłyszało i ruszyło za nim w pościg. Nie wie jakim cudem, ale znowu udało mu się wdrapać do jakiejś dziury i zalec w niej. Był przerażony, potwornie przerażony. Chlupotanie było coraz bliżej i wtedy usłyszał to: łupłupłupłup – to serce, wali jak szalone! Boże i do tego tak głośno!!! Łupłupłup – jakby jakiś szalony perkusista nawalał z całych sił w bęben. Łupłupłup – Chryste panie, matko jedyna!!! Jest potwornie przerażony, że słychać je w całym kompleksie, więcej, w całej cholernej Zonie!!! Uspokój się!!! Uspokój debilu, inaczej znajdzie cię!!! Słyszysz, znajdzie!... Łupłupłup! – wtem serce zamiera i zalewa go kleista, prawie materialna cisza. Przez chwilę nic się nie dzieje aż nagle… słyszy To, wyraźnie, blisko, bardzo blisko: flap, flap, flap… powolne człapanie w zalegającej w pokoju wodzie. Flap, flap… To zatrzymał się, słyszy jak węszy. Boże węszy! Wyczuje go po zapachu!!! Uspokój się kurwa!!! Nie panikuj! Nie panikuj, a będzie dobrze! Leży w ciemnościach, w wąskim przewodzie wentylacyjnym ciągnącym się tuż pod sufitem. Wlazł do niego w pokoju dyżurnego, kiedy usłyszał przeraźliwe wrzaski Igora „Piąteczki” dochodzące z korytarza. Miał farta, wszedł do tego pokoju bo chciał sprawdzić, czy nie znajdzie tu jakiś fantów.


Kolejne dwie rozgrywki na twardych zasadach za nami. Tym razem nikt nie zginął, a oba wyścigi zakończyły się najpierw moi zwycięstwem, a potem Zbyszka. Zabawne, że oba zwycięstwa od przegranej dzieliła tylko jedna, ostatnia karta wieści. Trochę słabo się robi, gdy się pomyśli, że tyle męczarni i wyrzeczeń mogło pójść na marne, gdybyśmy tę kartę odkryli…

Jak wspominałam wcześniej wprowadziliśmy małą modyfikację. Trochę nas drażniła zasada reputacji, która miała niebywały, i sztuczny dla nas, wpływ resocjalizujący. Negatywna reputacja każe gracza na każdym kroku kartami wydarzeń oraz akcjami obozów więc właściwie jest tylko sztucznym złodziejem cennych akcji, które wydajemy na resocjalizację i stanie się przykładnym obywatelem Zony. Dlatego wprowadziliśmy do kart wydarzeń karty tzw. tymczasowych obozów bandytów, w których profity są tylko dla gracza z negatywną reputacją. Gracze z neutralną a zwłaszcza z pozytywną reputacją bardzo odczuwają, że są w tym miejscu niemile widziani. Taka dobrana karta wydarzeń nakazuje wyłożyć na obszarze, gdzie stoi bohater (nie może to być żaden obóz) żeton/kartę z tym obozem, który ma taki sam status jak obozy z planszy. Wprowadziliśmy też po kilka kart do obu talii wydarzeń, w których wprowadziliśmy zdarzenia profitujące negatywną reputację, lub pozwalające taką zdobyć np. okradając kogoś, zabijając itd., bo sam obóz to za mało by grać na negatywnej reputacji. Modyfikacja na razie nie spełniła swoich zadań, bo kart wydarzeń premiujących negatywną reputację było zbyt mało i szybko rezygnowaliśmy z tej ścieżki wyboru. Najpierw planowaliśmy dorobić tych kart tyle samo co ma oryginał, ale tu baliśmy się o balans i na razie odpuściliśmy. Mam jednak nadzieję, że mając na uwadze fakt, że pegi w tej grze to +18, twórcy w dodatku nad którym pracują uwzględnią fakt, że sztuczna resocjalizacja troszkę psuje klimat gry i coś z tym zrobią. Bo poza tym jednym mankamentem gra bardzo nam się podoba i będzie wracać na stół.
















środa, 29 kwietnia 2020

ZONA Sekret Czarnobyla - kolejne podejście

Biegła ile sił w nogach ścigana przez coraz głośniejsze bicie łopat wirnika śmigłowca wojskowego. Biegła jak wtedy, gdy goniły ją te szumowiny bandyci, te dwa sprośne bydlaki z Wysypiska. Natknęła się na nich przypadkiem, nie było czasu na ukrycie, a oni, jak to sprośne bydlaki, od razu do niej - choć maleńka, ogrzejesz się z nami, w Zonie samemu źle, jak będziesz grzeczna, to cię obronimy, jak będziesz niegrzeczna to cię nauczymy dyscypliny. Chodź chodź… Uśmiechnęła się tylko na te słowa, a potem wymierzyła potężnego kopa w krocze największemu, który stał przed nią i rzuciła się do ucieczki. Najchętniej przykopałaby mu w ten uśmiechnięty sprośny ryj, ale był za wysoki, więc biegła ile sił w nogach. Ten drugi gonił ją, ale na szczęście krótko, bał się oddalić od dużego. A teraz furkot łopat był tak głośny, że miała wrażenie, że śmigłowiec leci nad jej głową. Nie zważała na to, po kilkunastu metrach skręciła miedzy jakieś budynki i biegła dalej, wierząc, że uda jej się uciec, jak wtedy, gdy w tajnym obiekcie gonili ją obłąkani naukowcy o pustych oczach. Ich przerażające wycie, charkot, warczenie i rzężenie niosły się za nią daleko w głąb Zony, gdy bezpieczna, o ironio jak to naiwnie w Zonie brzmi, szła do drugiego tajnego obiektu. Biegła ile sił w nogach, jak wtedy, gdy ranna uciekała z tego obiektu goniona przez żołdaków. Gonili ją długo, jak to żołdacy, na szczęście stado mutantów uznało ich za łakomy kąsek i rzuciło się na nich. Więc, gdy oni walczyli o życie, ona przedzierała się do Elektrowni skąd prowadziło wejście do skarbu. Wiedziała o tym z dokumentów, które ukradła w obu tajnych obiektach. Skarb, przeklęty skarb, wiedziała, że taki jest, ale tylko on mógł uratować najbliższą jej na tym podłym świecie osobę. Więc biegła, choć zmęczenie i piekło ostatnich dni w Zonie ostro dawały się jej we znaki. Biegła, choć niezagojone i jako tako byle czym opatrzone rany otwierały się barwiąc czerwienią jej ubranie. Znowu skręciła i zobaczyła cel, drzwi do sarkofagu! Zono, łaskawa Zono wielkie dzięki ci za to, że są otwarte!!! Ostanie metry, jeszcze trochę, wytrzymaj! wytrzymaj!!! wbiega do zagraconego pomieszczenia i upada bez sił na ziemię. Udało się! Zono łaskawa, udało się!!! Wielkie dzięki… Nawet nie wiedziała co rozerwało na strzępy jej ciało. Coś świsnęło coś błysnęło i rozleciało się w huku i dymie po całym pomieszczeniu. Asortyment uzbrojenia w Mi-24 jest bogaty. Nie wiadomo, czy strzelali do niej z działka, czy posłali rakietę. Wiadomo tylko, że umarła na progu poznania największej tajemnicy Zony.

Przy ognisku zaległa cisza, którą po dłuższej chwili przerwał jeden z siedzących szperaczy:
- Chrzanić to! Sasza jeszcze jedna ponura historia a tak ci przywalę, że pożałujesz, żeś nie wpadł do tej anomalii cośmy ją ledwo ominęli! Jeszcze jedna, ty ponura szujo!

tekst: Zbigniew Tomecki

#grajwplanszówki#ZONA#REBEL#Stalker#SekretCzarnobyla

Zniechęcenie – tak w skrócie można opisać nasze ostatnie trzy zmagania w Zonie. Przedwczoraj rozegraliśmy dwa podejścia, wczoraj jedno. Graliśmy kobietami: Poszukiwaczką i Naukowczynią, na twardych zasadach stosując tylko jeden home rules. Jako, że gra budzi w nas olbrzymie emocje i czasami te emocje, w dość niecenzuralny sposób wyrywają się nam z ust, wprowadziliśmy home rules, w którym za każdy twardy epitet postać klnącego dostaje ranę :-) Znacząco wpłynęło to na poprawę naszego języka, za to zaczynamy się bać owrzodzenia żołądka (z powodu mielenia w ustach bezgłośnych przekleństw). Pierwsza partia z wczoraj skończyła się naszą śmiercią w 7 i 8 turze. W drugiej partii kości stały się dla Zbyszka łaskawe, natomiast mi tak bardzo nie szło, że gdy moja Poszukiwaczka umarła drugi raz totalnie się zniechęciłam do dalszej gry. Zawód i rozgoryczenie były tak wielkie, że chciałam rzucić tę grę w diabły. Nie chciałam Zbyszkowi psuć wyścigu, tym bardziej, że naprawdę mu szło świetnie, a do tego odezwał się we mnie charakter przodków, zagryzłam więc wargi i trzeci raz się odradzając, tą samą postacią ruszyłam do wyścigu do Sarkofagu. Zbyszka Naukowczyni ostro wymiatała, nawet gdy złapała dwa urazy, była w stanie je wyleczyć mając świetny artefakt i sporo gotówki. Do Sarkofagu Naukowczyni ruszyła z dwoma obrażeniami, mając w ekwipunku kałacha, flintę, dwa fajne artefakty i trochę rupiecia. Zbyszek wyklinał na żenująco niski wskaźnik woli, ale liczył na łaskę Zony. Szło mu dobrze do wejścia na teren Oka Moskwy. Na dzień dobry pierwsza utrata rupieci a potem spotkanie z anomalią i komplet obrażeń, więc strata rupiecia i obrażenia. W Elektrowni złapał kolejne obrażenia, ale wszedł do Sarkofagu. Moja Poszukiwaczka bez większego zagazowania z mojej strony ruszyła do tajnych obiektów i… zdobyła wymagane tajemnice. Nagle dostrzegłam swoją szansę, bo testy w Sarkofagu masakrowały Naukowczynię, więc ruszyłam na Sarkofag. Trzeci test zabił Naukowczynię, niestety mnie złapała emisja na otwartym terenie zadając komplet obrażeń i kończąc męki. Zbyszek był usatysfakcjonowany z przebiegu gry, ja najchętniej bym ją rozniosła, ale jest bardzo fajna, więc tylko „trochę” poklęłam.
Wczoraj graliśmy raz, za to nastrój odwrócił się o 180°. Gdy moja Poszukiwaczka wymiatała z planszy anomalie i mutanty, Naukowczyni Zbyszka paćkała test za testem. Początek był dla niego obiecujący, raz dwa uzbierał odpowiednie środki i ekwipunek, potem wystartował do tajnego obiektu, gdzie koszt wejścia to 1000 rubli. Koszt zapłacony, test i… + rana za epitet, bo przeklęty wskaźnik woli! Komplet ran + obiekt ponownie zamknięty. Nic to, Naukowczyni ma jeszcze dwa artefakty, fajne, mogłyby się przydać, ale potrzebna tajemnica, więc sprzedaje, 1000 rubli na otwarcie (łącznie 2000) i testy zakończone totalną klapą. To złamało Naukowczynię, która zaczęła przegrywać nawet w prostych testach, co złamało i zniechęciło do gry Zbyszka. Umarł 5 razy! 5 razy! Jego zniechęcenie osiągnęło maksimum, nie zważał nawet na to, że po kolejnym przegranym teście woli dostał komplet ran + 3 rany za wulgaryzmy. Za to moja Poszukiwczka szła jak burza! Pierwsze poważne rany złapałam w Prypeci, ale byłam dobrze przygotowana i zdeterminowana po wczorajszych batach. Kolejne testy, forsowanie, niwelowanie i… efekt – pierwsza wygrana na twardych zasadach!!! Ta gra jest wspaniała!!! Trudno opisać radość, jaką daje taki sukces :-) Za to Zbyszek… uwierzcie widziałam ile wysiłku wkładał, by delikatnie i bez uszkodzeń uprzątnąć grę. By nie wrzeszczeć na balkonie i wyklinać światu… Życie, raz mrok raz słońce. 













 

niedziela, 26 kwietnia 2020

ZONA - Sekret Czarnobyla

W Zonie przesąd to nie kwestia wiary, w Zonie przesąd to kwestia życia lub śmierci. Zona to nie jest normalny świat, w którym wszystko działa na prostej zasadzie przyczyny i skutku. W Zonie jest tylko jedna przyczyna, Wy, którzy do niej wchodzicie, a skutki?… Ich żadna logika ani normalne prawa nie wytłumaczą. Bo Zona jest nieprzewidywalna, bardzo kapryśna i nie wiedzieć czemu, jednemu Zona daje, a drugiemu Zona zabiera. Nikt nie wie i nie pojmuje dlaczego? Dlaczego ktoś bez broni wygrywa z potężnym mutantem, a ktoś obłożony ekwipunkiem i artefaktami ginie w najsłabszej anomalii? Większość powie, szczęście, los sprzyja, albo pech i los zabija. To prawda, ale malutka. Bardzo malutka. Bo ci co znają choć troszkę Zonę wiedzą, że to Ona ma najwięcej do powiedzenia. Jeżeli Zona powie „nie”, to choćbyście zaklinali, choćbyście żebrali i błagali, choćbyście grozili, forsowali nie dacie rady. Każdy test oblejecie, każdą walkę przegracie, stracicie wszystko, bo Ona tak chce! Bo to jej świat, jej prawidła. Ale zanim wejdziecie w Zonę głębiej, Ona zawsze powie wam uczciwie – wejdźcie, czekam – albo – odejdźcie, to nie Wasz dzień. Posłuchacie, będziecie żyć, nie posłuchacie, zapłacicie najwyższą cenę. A uwierzcie, Zona wchodzi w najgłębsze zakamarki umysłu i duszy i Zona wie, co dla każdego jest „najwyższą ceną”, czego się boi. Dlatego zanim wejdziecie w Nią głębiej musicie zrozumieć, że w Zonie jest tylko jedno prawo, jej prawo! Nie ma w nim opisanych prawideł, nie ma w nim paragrafów, ani prawa do odwołania od wyroku. Albo się z tym godzicie i płacicie cenę, którą od Was zażąda, albo spada na Was kara. Dlatego jeśli losowość, przesąd, zabobon, nie podoba Wam się, boicie się tego, wyśmiewacie, odejdźcie, to nie świat dla Was!... Co się tak gapicie? Ogień przygasa, dołóżcie.

Jeden z nowicjuszy dorzuca do ogniska kilka drewienek. Wszyscy siedzą w milczeniu trawiąc słowa Dziadka. Są w Wiosce, przystani, w której czekają na świt, by ruszyć na Wielką Przygodę. Przyszli do Zony, by zostać stalkerami, by się dorobić, a niektórzy by zdobyć ogromne bogactwo Sarkofagu. Patrzą na Dziadka, którego oczy kryją ciemne okulary przeciwsłoneczne i kalkulują. Nie wiedzą, że on wie, że mu nie wierzą, że podejrzewają, że powiedział im to tylko po to, by zrezygnowali, by odeszli z powrotem do normalnego świata, bo on i jemu podobni kombinują, by odstraszyć konkurencję, by samemu bogacić się na Zonie albo zdobyć skarb Sarkofagu. Dziadek nie mówi nic więcej, oni nie mówią nic więcej. Czekają świtu, a gdy nastaje żegnają się chłodno i ruszają w głąb Zony. Dziadek wie, że już nikt więcej ich nie zobaczy. Smutno kiwa głową siedząc samotnie przy dogasającym ognisku. Los, zabobon, przesąd. Gdyby zostali dłużej zobaczyliby doświadczonego stalkera, który podchodzi do niego i daje mu mały artefakt. Gdyby zostali dłużej, mogliby zapytać, dlaczego mu dał ten artefakt, i usłyszeliby odpowiedź, że w podzięce za szczęśliwy powrót, bo Dziadek mu go przepowiedział. Gdyby zostali dłużej, a doświadczony stalker miałby ochotę, powiedziałby im też, że Dziadek to najstarszy i najbardziej doświadczony stalker, który zdobył tak wiele artefaktów i zabił tak wiele mutantów, że nazywano go Sergiej pięć szóstek. Powiedziałby im też, że pewnego dnia, o tak bez przyczyny Zona zabrała mu oczy, zabrała mu część pamięci, zabrała mu siły i uwięziła tu na wieki wieków dając pewność, że jeśli tylko opuści jej granice zeżrą go nowotwory i umrze w potwornych mękach. Dała mu też dar ostrzegania innych, to co powiedział, zawsze się spełniało. Gdyby zostali dłużej może by przeżyli… ale tylko może, bo człowiek ma taką naturę, że często odrzuca losowość, zabobon, przesąd, kieruje się tylko rozumem, matematyczną kalkulacją, wierzy, że rządzi swym życiem, kieruje losem. W Zonie tacy ludzie i to co się z nimi stało w Zonie, stają się częścią mrocznych opowieści, które stalkerzy opowiadają sobie przy ognisku…


Wczoraj i dziś rozegraliśmy łącznie 4 partie. Wszystkie na twardych zasadach bez home rules. Wszystkie skończyły się śmiercią stalkerów, którymi poruszaliśmy się w Zonie. Pierwsza partia z wczoraj zakończyła się naszą szybką śmiercią. W czwartej turze mieliśmy komplet obrażeń i urazów i oboje umarliśmy robiąc przymusowe testy z kart wydarzeń obszarów na których staliśmy. Druga partia miała już dłuższy przebieg, Zbyszka Najemnik miał sporo szczęścia i bardzo długo jechał na samych obrażeniach, natomiast moje postacie umierały jak muchy. Dopiero trzecia postać, Mistyk, realnie włączył się do wyścigu do Sarkofagu. Niestety na trzy tury przed końcem partii Zbyszka zabiły testy w Sarkofagu, natomiast moja postać umarła w Prypeci rozszarpana przez mutanty.
Dzisiaj pierwsza partia trwała 2 tury i zakończyła się naszą sromotną porażką. Zbyszek grał Naukowczynią, a ja Odmieńcem. Wszystkie testy były katastrofą, a ostatni cios zadała przedwczesna emisja windując nasze urazy do czterech i zabijając nas daleko od tajnych obiektów, a co dopiero Sarkofagu! Druga partia również zakończyła się naszą śmiercią, choć tu tanio skóry nie oddaliśmy. W tej partii szczęście przez chwilę uśmiechało się do mnie, bo gdy Zbyszek umarł dwa razy, mój Odmieniec coraz lepiej sobie radził. Zbyszkowi zaczęło iść dopiero przy trzecim odrodzeniu. Ale to nie był nasz dzień na wchodzenie do Zony, jak i wczoraj. Szczęście trwało krótko, a potem wszystko obróciło się przeciwko nam. Bilans, ja wczoraj umarłam 4 razy, Zbyszek 2, a dzisiaj ja umarłam 2 razy a Zbyszek 4. I jak tu nie wierzyć w przesądy?