Zdezelowany wahadłowiec powoli zatoczył koło nad kompleksem magazynów, które skanowało pięć czujników skanera ruchu zrzuconych wcześniej z maszyny. Choć wahadłowiec leciał wolno to czas intensywnej eksploatacji oraz to, że był to pospolity transportowiec towarowy na szybko przerobiony na prowizoryczny desantowiec sprawiły, że w środku wszystko jęczało, stukało, chrobotało a czasami przeraźliwie wyło. Sześciu ochotników z oddziału zwiadowczego siedziało w przedziale towarowym i z niepokojem rozglądało się na boki szukając źródeł dźwięków, które do nich zewsząd docierały. – Jest ruch! – zawołał do ochotników siedzący przed monitorem skanera operator. – Mało ich i sama drobnica! Jeden ze zwiadowców, Solomon, ubrany w czarny pancerz żołnierz z Czarnej Kompanii, podniósł się z ławki i podszedł do operatora. Przez chwilę lustrował monitor po czym zawołał do pilota. – Zrób jeszcze koło! Nie chcę by nas coś zaskoczyło przy desancie. Maszyna z jękiem lekko przechyliła się na prawą burtę i z wysiłkiem sunęła nad kompleksem zataczając kolejne koło. – Na dziedzińcu stoi Pełzacz i Meteor, miejmy nadzieję, że działają. – krzyknął Solomon do Kyle’a, drugiego żołnierza z Czarnej Kompanii. Obaj byli częścią sześcioosobowego oddziału specjalnego, który wylądował na PK-L7 raptem dobę temu. Odebrali sygnał SOS z planety, a chwilę później rozkaz z samej góry, żeby sprawdzić co się tam dzieje. Polecieli nie zdając sobie sprawy z tego co ich czeka. Gdy wylądowali przywitanie mieli iście mordercze. Na lądowisku zaatakowały ich chmary Xenosów, na szczęście wsparli ich miejscowi i razem wytłukli wszystkie potwory do sztuki. Niestety w czasie walki zeszła cała amunicja i stali się praktycznie bezbronni. Miejscowi powiedzieli im o magazynach w których można znaleźć broń i amunicję, ale zbyt duża odległość do nich wykluczała szanse na ich zdobycie pieszo. Poza tym to był teren Xenosów i nikt nie wiedział co można tam jeszcze znaleźć. Lot dawał spore szanse na powodzenie, ale ich wahadłowiec odniósł uszkodzenia w czasie lądowania i ataku. Miejscowi mieli w hangarze LEHB-a 3, latającego muła korporacji górniczej, który też był uszkodzony, ale mniej. Wystarczyło wymontować z ich wahadłowca rekoputery energii i przewód zasilania obwodów kontroli ciągu i zainstalować w LEHB-ie oraz zamienić przedział towarowy w desantowy montując tam dwie ławy i wuala! krążyli teraz nad magazynami wypatrując potworów. Obaj wojacy byli bardzo niezadowoleni z tego, że towarzyszyła im czwórka miejscowych, a do tego zasranych cywili, w tym jeden bachor, smarkula Jennie, która bez żenady intensywnie się im przyglądała. Nie mieli jednak wyboru, reszta oddziału Czarnej Kompanii musiała zostać jako wzmocnienie bazy ocalałych, a dodatkowo mieli pilnować, by miejscowi nie rozkradli im szpeju z wahadłowca. – Siadam! – zawołał do nich pilot. Zgrzytając, jęcząc i chrobocząc maszyna najpierw zawisła nad kompleksem a potem wolno opadła na plac między budynkami. Gdy ostatni ze zwiadowców wyskoczył z maszyny, ta od razu wzbiła się w powietrze. – Czekamy na sygnał. Powodzenia. – usłyszeli na koniec w słuchawkach po czym maszyna odleciała.
Podejście 2. Zaczęło się bardzo podobnie jak przy pierwszym. Szybko weszliśmy do dwóch budynków w których znaleźliśmy broń eksperymentalną a potem zwykłą. Znowu był problem z amunicją i bateriami i znowu ja szybciej je zdobyłam i to prawie wszystkie (podzieliliśmy je miedzy siebie tracąc przy tym cenne akcje). Znowu Kyle masakrował Meteorem Xenosy w szaleńczym tempie podnosząc swój poziom doświadczenia. Znowu czas przeszukiwania talii kart ekwipunku sprawił, że namnożyło się tak wiele Xenósow, w tym kilka abominacji, że Zbyszek stracił wiarę w powodzenie tej misji. Na szczęście duch bojowy nie opuścił mojej sekcji skutecznie oczyszczałam magazyny z potworów w północnej części. Zbyszek ruszył do południowej. Było kilka momentów kryzysowych, kiedy Stomper Abomination tupnął wywracając dwoje z naszych, albo kiedy zaatakowały nas Xenomothsy (bardzo ich nie lubimy), albo kiedy przez zabicie Babyface Abomination (też bardzo nie lubimy) wszystkie Xenosy dostały dodatkową akcję i kilka z nich dopadło naszych, w tym plugawe dzieci Mother-in-law Abomination. Na szczęście choć mocno pokiereszowani, to wyszliśmy z tego cało. Moja sekcja zdobyła swoje cele, Zbyszka swoje i ruszyliśmy do punktu zbornego by się ewakuować. Było ciężko, ale tym razem odnieśli pełen sukces.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz