Kraina Ciemności to nieokreślone miejsce, w nieokreślonej rzeczywistości i nieokreślonym czasie, które wraz z liczną grupą Bezlicych przemierza Siliusz Beka. Właściwie, to bardzo nieprecyzyjne stwierdzenie, ponieważ Siliusz Beka stracił samoświadomość stając się częścią ciała Żniwiarza i zbiorowego umysłu Bezlicych. Ale z drugiej strony, dzięki temu jako pierwsza istota ludzka - a właściwie jakaś tam jej cząstka, bo w rzeczywistości jedynie malutki trybik hybrydy składającej się z zespolonych ze sobą istot różnych ras i przedziwną maszynerią, tworząc potworne, śmierdzące trupim odorem cielsko Żniwiarza - mógł wędrować Krainą Ciemności. Gdyby miał oczy, widziałby obrazy, które każdego człowieka doprowadziłyby do obłędu. Ale Bezlicym to nie grozi, po pierwsze ich umysł zbiorowy jest nieczuły na wygląd Krainy Ciemności, gdzie to co było, jest i będzie dzieje się teraz, czy gdzie miliardy „tu” i „tam” splatają się w jedno. Po drugie nie mają oczu, nie potrzebują, to co nimi kieruje jest bardziej precyzyjne niż zmysł wzroku, trudne do oszukania jakimkolwiek kamuflażem. Nie da się też przed tym ukryć, dlatego choć Bezlicy nie znają Krainy Ciemności to pewnie kierują się wprost do kolejnej kapliczki Ciemności i źródeł cennych kryształów…
W drugiej bitwie Bezlicy zetknęli się po raz pierwszy z Pierwocieniem, którego postać zastępowała figurka Imperatrycy Otchłani. Pojawienie się Pierwocienia było zaskoczeniem dla Bezlicych, ale szybko się pozbierali i wykończyli go wraz z Cieniami, które mu towarzyszyły. Potem zajęli się resztą potworów wybijając je do nogi. I tym razem szczęście dopisało Bezlicym, po pierwsze szybko niwelowali tryb mroku Ciemności, po drugie opanowali dwa źródła cennych kryształów, a po trzecie nie było karty Tryb Mroku. Bezlicy poczuli się tak bardzo pewni siebie, że wyczuwając w okolicy potężną istotę Ciemności ruszyli w jej stronę, by rzucić jej wyzwanie…
To był błąd. Trzecia bitwa zakończyła się totalną masakrą Bezlicych, którzy w swoim zadufaniu zaatakowali Imperatrycę Otchłani. Masakra, która rozegrała się wokół kapliczki Ciemności i złóż kryształów nie była zbyt długa, choć nad wyraz widowiskowa, o ile ktoś lubuje się w pełnych makabry i okrucieństwa obrazach. Bitwa od samego początku źle się ułożyła dla Bezlicych. Imperatryca Otchłani bardzo szybko przeszła w tryb apokalipsy, przez co Bezlicy musieli skupić swoje ataki tylko na niej i zabić ją przed końcem trzeciej tury. Nie wiadomo skąd, ale ich stadna świadomość była pewna, że jeżeli szybko jej nie zabiją, ta stanie się tak silna, że nic jej nie podoła. I mieli rację, ale brali udział w wyścigu z czasem w którym z góry stali na przegranej pozycji. Atakując wściekle Imperatrycę Otchłani sami stali się łatwym celem dla reszty oddziałów Ciemności, które bezwzględnie ich masakrowały, aż padł ostatni Bezlicy. A najgorsze, że tymi atakami nie zadali Imperatrycy Otchłani nawet jednej małej ranki… Źle to wróży innym oddziałom, które błądzą w Krainie Ciemności.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz