Wyobraź sobie takie miejsce - wypalone do cna szarobrązowe rumowisko ciągnące się od horyzontu do horyzontu, smagane podmuchami wiatru wznoszącego szare tumany popiołów. Widzisz je? Widzisz? Gdziekolwiek spojrzysz wszędzie tylko ponura pustynia w jednolitym kolorze. Nie sposób tu odróżnić co jest skałą, czy glebą, a co resztkami świata, który umarł tak dawno temu. To będzie Twój świat, Twój dom. Wiesz, kiedyś to było wielkie miasto w którym żyli ludzie. Naprawdę, tylko ludzie. Boże, aż trudno uwierzyć, że żyli tu całkiem sami swoim ludzkim życiem, małostkami, okrucieństwem czy podłościami, ale i miłościami, ideałami, nadziejami czy wiarą. Tak, obok ohydnych potworności potrafili robić rzeczy piękne i wzniosłe… Ale co z tego, skoro żyli nieświadomi, że nic nie jest dane na zawsze, że to co ich otacza nie jest wieczne. Byli tak bardzo ślepi i zadufani w sobie, że odrzucali wszystko, co nie pasowało do ich wyobrażeń, a przede wszystkim wiarę w naszego Boga! Ślepi głupcy, za ten grzech srogo zapłacili ściągając do nas te piekło! Wiesz, zagłada spadła z nieba zabijając miliardy ludzi, cholernych farciarzy, którzy wygrali los na loterii. Reszta, ci, którzy przetrwali, ginęli i giną znacznie wolniej, w potwornych katuszach, które trudno opisać… Uwierz mi, każde okropieństwo które będziesz potrafił sobie wyobrazić, albo które będziesz ukrywać w najmroczniejszych zakamarkach swojej jaźni, bojąc się jego odkrycia i szaleństwa, które Cię przez nie ogarnie, jest niczym w porównaniu z tym, co się tutaj teraz dzieje. Ziemia, świat który poznasz jest piekłem, prawdziwym piekłem. Wiesz, wpajano nam, że to kara za ludzkie grzechy, za brak wiary, ale teraz, jak się nad tym zastanawiam, to nie wiem, czy wina leży po stronie tych, którzy nie wierzyli, czy tych, którzy swoimi modłami zwrócili oczy bogów na nasz świat i w konsekwencji sprowadzili ich tutaj. Taka mała ironia…
Wiesz po co Ci to mówię? Wiesz? Biedny chłopcze, ja zaraz odejdę, a Ty przyjdziesz na moje miejsce i jeśli nie będziesz miał farta zostaniesz tutaj na wieki… W tym spalonym piekle, w którym Twoje istnienie jest tyle samo warte, co istnienie karalucha… A nawet mniej. Chciałbym powiedzieć, że mi Ciebie szkoda, ale to nieprawda. Zasłużyłeś na to, bo choć jesteś moim synem, jesteś też człowiekiem…
Potworne wrzaski
wyrwały go z rozmowy z synem, który bezpiecznie pławi się w
wodach płodowych matki daleko stąd. To chyba jeden z Łowców,
który padł kilka metrów dalej. Resztką sił uniósł głowę i
spojrzał w jego stronę. Tak, to ten Łowca, któremu urwało nogi.
Widział jak to się stało. Nie wie co to było, usłyszeli tylko
świst i po chwili Łowca leżał parę metrów dalej wyjąc
przeraźliwie z bólu i majtając krwawiącymi kikutami po nogach. A
teraz wrzeszczał i próbował uwolnić się z ohydnego uścisku
potwora, który stał nad nim i łączył go na żywca ze swoim
cielskiem wtapiając w swoje ciało. – Pechowiec żyje. Boże, jak
ja… – pomyślał i z obawą spojrzał na swoje rany. Głębokie,
szybko i dużo krwi przez nie traci, więc jest szansa, że zdąży…
Ale rany Łowcy są większe i więcej krwi stracił, a żyje! –
Boże błagam Cię, nie zostawiaj mnie! Błagam!...
Ruszyli w
kilkunastu na zwiad sprawdzić pogłoski o pojawieniu się nowych
złóż kryształów w okolicy Perłowej Wstęgi. Pogłoski okazały
się prawdą, złoża istotnie pojawiły się tutaj znikąd. Do tego
w dość regularnych odstępach od siebie. Obserwowali je z
bezpiecznej odległości, gdy nagle zaatakował ich oddział tych
cholernych potworów. Nie mieli najmniejszych szans, potworów było
za dużo i szybko ich rozniosły. Był pewien, że potwory przybyły
tu z powodu złóż kryształów, ale dlaczego tak licznie?
Nagle poczuł uderzenie silnego odoru. Targnęła nim torsja. Nad nim stał wielki potwór. – Boże błagam Cię, nie zostawiaj mnie!
Ten dzień nie był dobry dla Siliusza Beki. Zasłużony obrońca IV Ostoi, za co pasowany na rycerza Zakonu przez samą Anioł Śmierci, uczestnik dwóch zwycięskich bitew z Dvergarami, gdzie wykazał się
niesamowitym męstwem oraz uczestnik masakry Odrodzonych na Gichtowej Bramie, gdzie udało im się pojmać w niewolę jedną z ich Jeźdźców Mroku i kilka Drzewic. Był to jedyny przypadek znany w historii, więc upojeni tą wiktorią i darem Bożym gwałcili je tak długo, aż te oszalały do reszty i popełniły zbiorowe samobójstwo zagryzając się wzajemnie. I oto teraz Siliusz Beka, ciężko ranny Rycerz Zakonu błaga Jedynego i Prawdziwego Boga o szybką śmierć. Ale Jedyny i Prawdziwy Bóg jest głuchy, więc i on, jak ten Łowca, który leżał parę metrów dalej, na żywca spaja się teraz w potwornych mękach z ciałem potwora, który stanął nad nim. Trudno opisać ból, który temu spajaniu towarzyszy, gdy żywe/martwe tkanki potwora i jego metalowe części łączą się w jedno ciało z jego żywymi tkankami, nerwami, synapsami. Ale jeszcze trudniej opisać strach Siliusza Beki, że ten ból się nigdy nie skończy! Jedynym pocieszeniem w tym wszystkim jest to, że stając się częścią potwora traci się świadomość siebie… Ale czy to prawda? W końcu nikt z Bezlicymi o tym nie rozmawiał… i co z duszą? Co z duszą? – BOOOŻEEEEE!!!...Później, Siliusz Beka, który stał się częścią Żniwiarza, zobaczył, choć nie miał już oczu, jak w samym centrum złóż kryształów wyłoniła się z portalu kapliczka Ciemności. Gdyby był Siliuszem Beką, gdyby miał swój rozum i świadomość swojego jestestwa pojąłby, że Bezlicy przyszli tu tak licznie dla tej kapliczki. A potem zobaczyłby jak rzucili się do walki z potworami, które pojawiły się wraz z tą kapliczką. Na szczęście dla niego jego samoświadomość została wyparła zbiorową świadomością Bezlicych, co było łaską wobec tego co się później działo…
Tryb solo, Bezlicy przeciw Ciemności, pięć bitew, plansza podstawowa. Pierwsze dwie bitwy skończyły się totalnym pogromem Bezlicych. W pierwszej bitwie, która trwała około 30 minut, nie zdobyli ani jednego kryształu ze złóż. Do tego, agresywne działania Ciemności wybiły do nogi wszystkie atakujące oddziały Bezlicych, którym udało się zadać tylko jedną ranę Fałszywcom. Jedną ranę! Druga bitwa miała bardzo podobny przebieg, choć Bezlicym udało się zdobyć kilka kryształów ze złóż i zabić trzy potwory Ciemności: Rzezikruka i dwa Cienie. Wielkim zaskoczeniem dla Bezlicych było, gdy w pewnym momencie Dzwoniec zamienił najpierw jedno a potem drugie złoża kryształów na małe kapliczki Ciemności, które były również portalami. Bezlicy postanowili zmienić taktykę i przede wszystkim zmodyfikowali swoją talię kart (wcześniej używali talii startowej, która okazała się zbyt słaba na Ciemność). Modyfikacja przyniosła oczekiwane rezultaty i choć trzecia i czwarta bitwa również zakończyły się ich przegranymi, to skala przegranych nie była już tak przytłaczająca jak w dwóch pierwszych bitwach. Bo teraz Bezlicy stali się bardziej agresywni i mieli szansę na kilka ataków pod rząd przeciwko potworom Ciemności, które dzięki kartom trudności nie dość, że ciągle były w trybie mroku, to do tego po każdej turze Bezlicych z automatu wszystkie ich oddziały odzyskiwały jedną tarczę wytrzymałości. Piąta bitwa skończyła się pierwszym zwycięstwem Bezlicych. Nie było łatwo, ale tym razem szczęście uśmiechnęło się do Bezlicych, choć ponosili spore straty, sami również je zadawali, aż w końcu szala przechyliła się na ich stronę. Nie bez wpływu na tę bitwę był brak karty trudności, która z automatu wprowadzała w tryb mroku wszystkie oddziały Ciemności na początku ich tury. Pierwsze zwycięstwo Bezlicych było o tyle cenne, że udało im się zdobyć świeżą krew Dzwońca, tak cenną w podróżach przez Krainy Ciemności. A tam właśnie chcieli się udać Bezlicy…














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz